- Czy wśród nas jest JEDNAK ktoś, kto nie chce płynąć?
- Aelita, naprawdę, nie ma się czym martwić.
- Ja się martwię? Pytam się tylko...
- Tak, słyszeliśmy. I chcemy płynąć.
- A jeśli...
- AELITA, ODPALAJ!
Różowo-włosą targały mieszane uczucia. Z jednej strony - dobrze, kolejna szansa spotkania z ojcem, ale z drugiej... ciążyło na nich ogromne ryzyko. Być może nigdy z tej wyprawy nie wrócą. Aelicie wydawało się, że żyje już setki, jak nie tysiące lat, a jednak nie chciała rozstawać się z Ziemią. Wirtualny świat przez jedenaście lat był jej więzieniem, wystarczy.
Perspektywa Giny:
Coś tu śmierdzi. Właśnie płyniemy ogromnym statkiem po Cyfrowym Morzu, a cel naszej podróży jest jednocześnie blisko, jak i daleko, w dodatku nigdy nikt się tam nie zapuszczał. Być może Skid nie zniesie przeprawy przez świecące dno Morza? Nawet, jeśli uda nam się dotrzeć do Iluzjonu, czeka tam na nas banda psycholi, stwórców Sztucznej Inteligencji, która chce przejąc władzę nad światem, oraz Iluzjoniści, których bądź co bądź nie znamy. Jeśli dodam, że wszystko wiemy od zadziwiająco wysokiej Azjatki, ubierającej się na czarno, zakochanej na zabój w młodszym o rok chłopaku... Dobra, to ostatnie nie jest jakoś niezwykłe, ale matka Yumi jest częścią Zarządu, który chce nas wybić jak jakieś muchy. Kto wie, czy jej córka nie stoi po stronie Zarządu? A Sara? Iluzjonistka bez specjalnych zdolności, żyjąca - ho, ho, i jeszcze trochę, tylko tego nie pamięta, w końcu podmieniono jej wspomnienia i zmieniono wygląd...
Ej, czy tylko ja się tym przejmuję?! Dobra, ten różowawy cukiereczek też jest spięty, w końcu musi poprowadzić naszą załogę. Jeremy też obgryzałby paznokcie, gdyby tylko mógł, Odd już w Kartaginie wyglądał nowych przygód, Ulrich i Yumi wcale się tym nie przejmują, a moja siostra... cóż, po niej nie można spodziewać się niczego, co wykracza poza normę, ale, jak na nią, jest nieźle podekscytowana. I trochę się boi. O siebie, czy o Williama? Pytanie!
A ja? Dlaczego się martwię, czego się obawiam? Już wiele, wiele lat dążę do poznania prawdy. Przyszła pora, by to zakończyć, moja misja dobiega końca, już niedługo wreszcie będę mogła wypocząć...
Perspektywa Aelity:
Coraz mniej mi się to podoba...
Narracja trzecioosobowa:
Sara od jakiegoś czasu miała dziwną świadomość, że wszystko, co dzieje się wokół niej, jej samej wcale, a wcale nie dotyczy. Dobrze, popłynie do Iluzjonu, spotka Iluzjonistki, sama przecież jest jedną z nich, tylko straciła pamięć. Nie wierzyła, by cokolwiek mogło się nie udać. Pójdzie im gładko, jak po maśle - kołatało się w jej głowie. Tym razem żaden głos nie przeszkodził jej w optymistycznym rozmyślaniu.
Perspektywa Aelity:
- Dobrze więc - odetchnęłam głęboko. - Załoga, przygotować się do drogi!
Osłony aktywne.
Silnik działa.
Nawigator również.
Komunikatory - w porządku. Łączność z wszystkimi kapsułami działa, jak należy.
Rakiety gotowe do wystrzału.
"Oby nie było potrzeby ich marnować"- pomyślałam i wpisałam współrzędne Iluzjonu. Wystarczyło jedno pociągnięcie dźwignią, by Skidbladnir 2.0 wydostał się z portu.
Od jakiegoś czasu płynęliśmy otoczeni czerwonym światłem.
- Odd, sprawdzisz, co się dzieje - oznajmiłam chłodnym tonem, ukrywając przerażenie. - Rundka dookoła Skida wystarczy.
- A-ale... - zamilkł.
- Boisz się? - na holograficznej twarzy Ulricha pojawił się drwiący uśmieszek.
-N-nie! Niby czego?! Wielkiej kupy, która nawet nie istnieje?! Jak ktokolwiek mógłby się...
Uff, więc nie tylko ja obawiam się tej wyprawy. Nowy panel sterowania statkiem umożliwiał mi dostęp do nowych funkcji, takich, jak podglądanie twarzy moich przyjaciół. Wszyscy, co do jednego, byli zestresowani, oczy wyglądały złocistej poświaty, czekali na moment, w którym przedostaną się pod Cyfrowe Morze.
- Odd, odłączam cię.
Uwolniłam kapsułę Odda i pokierowałam podglądem na pulpicie w jego stronę. Po chwili widziałam Cyfrowe Morze z jego perspektywy. Gdzieś w oddali majaczył ciemny kształt, z każdą sekundą zmniejszając odległość dzielącą go od statku.
- Aelita! - krzyknął Włoch.
- Tak, widzę... Odd, wracaj.
Ulrich skrzyżował ramiona na piersi.
- Aelita, ten stwór może położyć całą akcję. Nie lepiej będzie go gonić?
- Ale Ulrich...! - Jeremy aż zaniemówił.
- Nie widzisz, Einsteinie? Lepiej jest mieć szanse na powodzenie, niż dać się zabić, Odd, jak to było? Kupie, która nawet nie istnieje. Pomyśl tylko, nie uciekniemy przed nim. A nawet jeśli, tą drogą już nie wrócimy. MUSIMY go zniszczyć. Inaczej nie dotrzemy do Iluzjonu, Sara nie odnajdzie sióstr, a Aelita i Yumi stracą szanse na "naprawę" swych rodzin. Nie mówiąc już o X.A.N.I.E. i Iluzjonistach uwięzionych w Srebrnej Kuli...
Cały ten monolog wygłosił jednym tchem i na pewno mówiłby jeszcze dłużej, gdyby nie przerwał, aby nabrać oddechu. Bądź co bądź, Jeremy przez dłuższą chwilę się nie odzywał. Znałam to jego milczenie - w ciągu tych kilku lat, kiedy cały wolny czas spędzaliśmy na walkach bądź przed ekranem monitora w pokoju Einsteina, wiele się o nim dowiedziałam. Znałam go jak nikt inny, nawet rodzice. Był czas, gdy mówił mi o wszystkim...
Jeremy był zakłopotany i jednocześnie zamyślony. Szukał najlepszego rozwiązania, rozważał wszelkie możliwości, a także zastanawiał się nad słowami Ulricha. Podświadomie wybraliśmy Einsteina na przywódcę i teraz on świadomie robił wszystko, by sprostać tej roli.
- To niebezpieczne - mruknął po długiej chwili. Przez szybę widziałam już dokładnie sylwetkę morskiego straszydła. - Niebezpieczne, ale to jedyne dobre wyjście - dodał po chwili. - waszym zdaniem. Aelita?
- Już odłączam - westchnęłam i uwolniłam kapsuły. Zostałam sama.
Narracja trzecioosobowa:
- Teraz się zabawimy - mruknął do siebie Ulrich, wysyłając pierwszy pocisk w kierunku potwora. Rakieta odbiła się od stwora z hukiem, przez krótką chwilę miejsce po uderzeniu falowało, ostatecznie z powrotem stapiając się w twardy pancerz. - Widzieliście?
- Aha! - odparł Jeremy w zamyśleniu. - Ulrich, to nie jest jego słaba strona. Spróbuj gdzie indziej.
- Jasne! - krzyknął i pokierował swoją kapsułą pod potwora, ponownie atakując.
Sara, Abigel i Yumi prowadziły ostrzał wspólnie. Podczas gdy Ulrich i Odd celowali w podbrzusze wieloryba, one skupiły się na przypominających skrzydła płetwach. Gina wystrzeliła rakietę "na ślepo", omal nie trafiając Yumi. Japonka ostro zahamowała, tworząc chmurę wirtualnych bąbelków, i pogroziła koleżance palcem.
- Jak chcesz się bawić, to znajdź sobie plac zabaw. To nie czas, ani miejsce na głupoty! - wykrzyknęła rozeźlona czarnowłosa, starając się wyrównać oddech i uspokoić nerwy.
- Przepraszam! - bąknęła Gina nieszczerze i uśmiechnęła się pod nosem. Niech ta Ishiyama wie, że z nią wcale a wcale nie ma żartów. Gdyby Japonka zechciała ich zdradzić... - Abigel, gdzie lecisz? - zmieniła temat.
Węgierka wyminęła je i popędziła w stronę pyska potwora, obdarzonego rzędem ostrych jak brzytwa zębów. Dziewczyna zatrzymała się tuż przed wielorybem i włączyła wsteczny bieg, by mu się dokładnie przyjrzeć.
Wielka czarna masa tworzyła niemal dokładny walec, zakończony rybim ogonem. Z boków stwora wyrastały matowe, granatowe płetwy przypominające trochę skrzydła nietoperza. Potwór wachlował nimi rytmicznie, utrzymując stałą prędkość i wysokość. Jego pysk przypominał potężny łeb wieloryba, tylko z wystającymi zębami. Nieco wyżej znajdowały się dwie wąskie szparki, częściowo zasłonięte workowatym fragmentem skóry.
- Oczy - rzekła Abigel zmienionym, poważnym głosem. - Stop!!! Przerwijcie ostrzał! Aelita, włącz światła!
- Ale... - różowo-włosa zawahała się.
- Zaufaj mi... - Abigel wyglądała na zdeterminowaną. Aelita pochyliła się nad panelem, na którym wyświetlił się obraz perspektywy starszej Węgierki.
- To może się udać... - szepnęła pani kapitan. Abigel gwałtowanie skręciła, pozostawiając potworowi wolną trasę do statku. Twór Zarządu nie załapał podstępu - nadal zbliżał się do Skida.
Wieloryb rozchylił szczęki, odsłaniając drugi rząd ostrych zębów. Aelita wstrzymała oddech - we wnętrzu potwora pojawiały się... pliki danych. Jakby wirtualny świat został zamknięty w gardle cyfrowego twora Zarządu X.A.N.Y. Dziewczyna nie miała wątpliwości - cokolwiek to jest, niebawem wciągnie ją i Skida do środka. Bez namysłu włączyła reflektory, które zalały przestrzeń przed statkiem ostrym światłem. Spod przymrużonych powiek kapitan patrzyła, jak potwór zawraca i znika za horyzontem. Gdy jego sylwetka zniknęła za ostatnimi słupami na widnokręgu - różowo-włosa wyłączyła światła i odetchnęła z ulgą.
- No, załoga! - rozkazała, zmuszając się na pogodny ton, nadal wstrząśnięta niecodziennym widokiem paszczy wieloryba. - Wracajcie. Energii musi starczyć, aż dotrzemy do Iluzjonu.
Niebawem otoczyło ich oślepiające, białe światło. Dno Cyfrowego Morza zdawało się nie mieć końca. Zarysy ostatnich brył zostały wysoko nad nimi, ledwo widoczne w tym blasku.
- Gotowi? - Aelita zaczerpnęła tchu.
- Gotowi! - odparli jednym tchem.
Dziewczyna powoli przybliżała statek do dna, aż natrafiła na opór.
- Na trzy! - mruknęła. - Raz, dwa...
- Aelita, stój!
Skidbladir ostro poszybował w górę.
- Tak, Odd?
- Ile będziemy się tam wwiercać?
- Nie wiem... - zawahała się. - Dno nie może być głębokie.
- Aha. Możesz zaczynać.
- Trzy!
Wiertło wysunęło się i rozpoczęło pracę. Kapsuły obracały się prędko, ale Wojownicy nie narzekali. Z całej załogi jedynie Aelita miała otwarte oczy.
Po chwili zostawili za sobą oślepiające światło. Schodzili coraz niżej, otaczała ich ciemność. Wokół panowała zupełna cisza, nie licząc miarowego szumu wiertła. Nagle Aelita poczuła niebywałą senność. Zwinęła się w kłębek na swoim fotelu kapitana, i, choć to nieprawdopodobne, natychmiast zasnęła.
Obudziło ją rytmiczne dudnienie, przypominające puls serca. Szum wzmógł się, wiertło z trudem przebijało się przez twarde podłoże. Różowo-włosa ze strachem spostrzegła sklepienie tuż nad Skidem. Statek miał tylko jedno wiertło - jeśli zawiedzie, zginą, pogrzebani żywcem na dnie Cyfrowego Morza.
Nagle usłyszała głośny trzask, a wiertło przestało się obracać.
- C-co się stało?! - wymamrotał Odd, który nagle wybudził się ze snu.
- My chyba nie... - Yumi zacisnęła pięści.
- Nie, nie! W porządku! - odparła Aelita. - Już jesteśmy.
Pod nimi roztaczały się bezkresne wody Cyfrowego Morza. Gdzieś w dole majaczyły prostopadłościenne, błękitne bryły, gdzieniegdzie na moment pojawiały się szyfry i pliki danych, jakby namalowane białą farbą na niebieskiej kartce.
- Wow... - szepnęła Abigel, nerwowo rozglądając się na boki. Skid wydostał się z wydrążonego otwory, który bezgłośnie zasklepił się za nim. Aelita wyrównała wysokość i z satysfakcją spojrzała na krajobraz, który roztaczał się przed nią.
Niedaleko od nich, jakby w próżni, zawieszone były trzy ogromne, chropowate kule. Skidbladnir skierował się do szarego olbrzyma.
~~~~~~~~~~~~~~~~
Naprawdę przepraszam za brak postów - trzeba się jakos ustatkować w nowym roku, no nie?
Teraz coś związanego z rozdziałem:
Moi drodzy, przepraszam za błędy. Tak, owszem - pisałam, "żeby coś dodać", ale rozdział czeka na "gruntowne przemeblowanie" (poprawkę) jakoś za kilka tygodni.
No i kwestia najważniejsza - kolejny post na tym, i na drugim blogu - za tydzień. Może za dwa (maksymalnie). Więc piątek-sobota-niedziela.
To chyba wszystko.
Pozdrawiam!
Lav ;)
sobota, 27 września 2014
czwartek, 28 sierpnia 2014
#30 Krótkie wtrącenie - Jeszcze Dalej
- Prototyp gotowy - oznajmił mężczyzna, zwracając się do dwóch Japończyków stojących obok niego. Znajdowali się w jednej z setek sal operacyjnych - laboratoriów, złożonych z kilku połączonych ze sobą klitek, dwóch - trzech potężnych komputerów i jednej holomapy. Z odrapanych, bladych ścian farba złaziła płatami, zalegając na brudnej podłodze. Zewsząd dochodził szum komputerów i huk wentylacji - jedynego źródła świeżego, chodnego powietrza.
Mężczyzna z zawrotną szybkością poruszał palcami po zakurzonej klawiaturze, uporczywie wpatrując się w ekran, na którym migały wyskakujące okienka i zatwierdzone (bądź nie) kody i szyfry. Para w kitlach przyglądała się pracy naukowca. Kobieta opierała się dłonią o oparcie skórzanego fotela, a mdłe światło jarzeniówek nadawało jej twarzy upiorny wygląd. Pani Ishiyama ścięła włosy do ramion - by upodobnić się do córki? Jej oczy emanowały tęsknotą, chociaż kobieta ze wszystkich sił starała się dać kres swoim uczuciom. Obie dokonały wyboru i obie poniosą konsekwencje.
- Norbert, przypomnij mi - podjął ojciec Yumi. - do czego zdolny jest udany prototyp? Przez te kilka miesięcy wypadło mi z pamięci...
- Tak więc Echo 3.0 jest młodsza od swoich poprzedniczek. Ściągnęliśmy ją ze Srebrnej Kuli po wielu analizach i jestem pewny, że to właśnie jej potrzebujemy. Echo 3.0 łączy w sobie zdolności każdego Iluzjonisty, jednak jest posłuszna naszej woli - jej umysł wypłukany jest ze wszystkich ludzkich uczuć. Mamy nad nią całkowitą kontrolę - wyjaśnił mężczyzna ochrypłym tonem. - W dodatku obdarzona jest intuicją, potrafi podejmować trafne decyzje, oczywiście zależne od naszych instrukcji. Jej pierwszym celem - zwrócił się do matki Yumi. - będzie odszukanie pańskiej córki i jej przyjaciół i wyeliminowanie ich.
- Że co, proszę?! - wykrzyknęła Japonka, mocniej zaciskając palce na twardej skórze. - Chcesz powiedzieć, że Zarząd chce ich zabić?
- Tak, właśnie do tego zmierzamy - odparł mężczyzna spokojnie. - Musimy zniszczyć ich, zanim oni zniszczą nas. Proste.
- NIE ZGADZAM SIĘ! - wrzasnęła pani Ishiyama, odpychając naukowca, który nieporadnie wylądował na podłodze. Zdążyła wprowadzić do komputera kilka kodów, gdy poczuła, że czyjaś silna ręka łapie ją za ramię, a druga delikatnie unosi jej dłoń, by nie mogła pisać. Japończyk przyciągnął żonę do siebie i przytulił.
- Nie martw się. Yumi bywała już w gorszych sytuacjach - wymamrotał. - A jeszcze żyje, i popatrz, już niedługo tu będzie. Uspokój się.
Tymczasem naukowiec z powrotem wgramolił się na fotel i spojrzał podejrzliwie na małżeństwo zza grubych okularów.
- Żeby był to pierwszy i ostatni raz! - zagrzmiał, gdy matka Yumi wreszcie odsunęła się od męża i przetarła oczy rękawem kitla. - I nie myśl sobie, Ishiyama, że następnym razem znów ujdzie ci to na sucho. I ty, i ja, musimy wypełniać wolę Zarządu...bo przecież doskonale wiesz, co grozi za załamanie zasad, czyż nie?
- Wyeliminowanie, zniszczenie i upozorowanie zaginięcia. Wiem - wyszeptała.
Tymczasem jeszcze niżej, w ogromnej sali laboratoryjnej, w pomieszczeniu z czterema kolumnami, kilkanaście osób prowadziło dokładne obliczenia. Dorośli stali w bezpiecznej odległości od Kolumn, pochylali się nad notesami; co chwila kilkanaście zgniecionych kartek lądowało na podłodze, tylko nieliczne strony w zeszytach były pokryte liczbami i symbolami. Z głośników dochodziły kolejne powiadomienia, męski głos spokojnie wydawał rozkazy.
Tuż przed Kolumnami, na chłodnej posadzce siedziała dziewczynka, skuta łańcuchami. Żelazo boleśnie uciskało jej skórę, nie pozwalało spokojnie oddychać. Dziecko śledziło poczynania naukowców niezwykle błękitnymi oczami. Ich spojrzenie wwiercało się w każdego po kolei, wywołując ich dreszcze.
Gdzie jestem?! - pytała każdego z nich Iluzjonistka - Kim jesteście? Gdzie jest Metropolia? Co ze mną robicie? Mamo!
Ale nikt jej nie odpowiedział.
Czasem tylko rzucali jej ukradkowe spojrzenia i zachwycali się urodą małej. Iluzjoniści byli piękni - ich skóra była doskonale gładka, jeśli tak sobie zażyczyli, każda część ich ciała była idealna. Dziewczynka miała jasnobrązowe, kręcone włosy i jasną cerę. Wyglądała na najwyżej sześć - siedem lat, ale jej w jej oczach kryła się inteligencja, stuletnie doświadczenie.
Naukowcy skrycie żałowali dziecka, które miało stać się wkrótce bezmyślną marionetką. Nikt w Srebrnej Kuli nie zdawał sobie sprawy z ogromnego postępu Zarządu X.A.N.Y., jedynie szpiedzy, wiodący na pozór zwyczajne życie w mieście - więzieniu zwanym Metropolią.
Na salę wkroczyli ostatni świadkowie zdarzenia. Para Japończyków i grubawy, osiwiały mężczyzna otwarcie przyglądali się przestraszonej Iluzjonistce. Tuż za nimi z hukiem zamknęły się wrota - jedyne wejście i jedyna droga ucieczki.
- Echo 2.5 oraz Istota K.I. numer...zgrzyt, podejść do Prototypu.
Matka Yumi z niemal niewidocznymi cieniami pod oczami i sztywna, smukła kobieta ze sztucznym uśmiechem podeszły do dziecka i płynnym ruchem przyłożyły do czoła dziewczynki swoje nadgarstki. Bransoletki - srebrna Echo i fioletowa pani Ishiyama - zalśniły intensywnym blaskiem. Powieki dziewczynki zatrzepotały, a jej piękną twarz wykrzywił grymas bólu. Chwilę potem Iluzjonistka bezwładnie opadła na posadzkę.
Jestem Kim Strof - powtarzała uparcie dziewczynka przed obezwładnieniem. - Jestem Iluzjonistką uwięzioną w Metropolii. Mam 127 lat, 4 miesiące i 8 dni. Moja matka miała na imię Lara. Osiemnaście lat temu zginęła z ręki Zarządu. Żyję w Srebrnej Kuli... Jestem Kim Strof...
Kobiety wróciły na swoje miejsca, zostawiając dziewczynkę na podłodze. Pani Ishiyama wymieniła z mężem zmartwione spojrzenia, Echo uśmiechnęła się z chłodną satysfakcją. Wtem Złota Kolumna otworzyła się z sykiem, dziewczynkę otoczyło delikatne światło. Bezwładne ciało oderwało się od ziemi i poszybowało wprost do wnętrza Kolumny, wypełnionego mgielnymi obłokami. Jakaś niewidzialna siła postawiła dziewczynkę w pionie. Wrota Kolumny zamknęły się z hukiem.
Jeszcze dalej, setki komputerów wznowiło pracę, wypełniając wnętrze sali głośnym, zgodnym szumem. Setki ekranów ukazały to samo okno, z tą samą postacią. Po kilku minutach mozolne obliczenia dobiegły końca. Na monitorach ukazało się zielone kółeczko.
Setki zwykłych maszyn wypłukały Kim Strof ze wszelkich uczuć.
Złota Kolumna otworzyła się, biała jak mleko mgła wypełniła całe pomieszczenie. Naukowcy odkaszlnęli i stanęli w bezruchu. Wszystkie kolumny zalśniły blaskiem; tak więc wszystkich zgromadzonych otoczyło srebrne, czerwone, złote i lapisowe światło, rozproszone przez mgłę.
Gdy wszystko wokół znów stało się widoczne, dorośli drgnęli z podekscytowania. Tuż przed nimi - poza polem rażenia Kolumn - stała na baczność niebieskooka dziewczynka. Jej spojrzenie już nie emanowało inteligencją - było puste, o jakby zawężonych horyzontach. Iluzjonistka widziała zarówno wszystkich, jak i nikogo. Na jej nadgarstku połyskiwała złota bransoletka.
W umyśle dziewczynki rozpoczęła się powolna destrukcja wszystkich osobistych wspomnień. Obraz jej matki - podobnej do córki jak dwie krople wody - zastąpiła blada plama. Kryzys Metropolii, walące się szare budynki, ukrywane przez lata moce Iluzjonistów - to wszystko zgodnie złączyło się w jeden, tłumaczący zarówno wszystko, jak i nic - symbol. Oko X.A.N.Y. zakodowało się w umyśle dawnej Kim Strof, tak jak nienawiść do własnego narodu.
Echo 3.0 była gotowa na przyjęcie pierwszych rozkazów.
~~~~~~~~~~~~~
SPOJLER - Echo NAPRAWDĘ będzie chciała zabić głównych bohaterów.I nie tylko ona. A matka Yumi nie będzie miała większego wpływu na akcję, jak na razie! A najmniej udany poprzednik Echo stanie przed trudnym wyborem... koniec spojlerów XD
OFICJALNIE NIE BIORĘ UDZIAŁU W LIEBSTER AWARD (A PRZYNAJMNIEJ NIE TERAZ).
Pozdrawiam!
Lavioniaa ;P
Mężczyzna z zawrotną szybkością poruszał palcami po zakurzonej klawiaturze, uporczywie wpatrując się w ekran, na którym migały wyskakujące okienka i zatwierdzone (bądź nie) kody i szyfry. Para w kitlach przyglądała się pracy naukowca. Kobieta opierała się dłonią o oparcie skórzanego fotela, a mdłe światło jarzeniówek nadawało jej twarzy upiorny wygląd. Pani Ishiyama ścięła włosy do ramion - by upodobnić się do córki? Jej oczy emanowały tęsknotą, chociaż kobieta ze wszystkich sił starała się dać kres swoim uczuciom. Obie dokonały wyboru i obie poniosą konsekwencje.
- Norbert, przypomnij mi - podjął ojciec Yumi. - do czego zdolny jest udany prototyp? Przez te kilka miesięcy wypadło mi z pamięci...
- Tak więc Echo 3.0 jest młodsza od swoich poprzedniczek. Ściągnęliśmy ją ze Srebrnej Kuli po wielu analizach i jestem pewny, że to właśnie jej potrzebujemy. Echo 3.0 łączy w sobie zdolności każdego Iluzjonisty, jednak jest posłuszna naszej woli - jej umysł wypłukany jest ze wszystkich ludzkich uczuć. Mamy nad nią całkowitą kontrolę - wyjaśnił mężczyzna ochrypłym tonem. - W dodatku obdarzona jest intuicją, potrafi podejmować trafne decyzje, oczywiście zależne od naszych instrukcji. Jej pierwszym celem - zwrócił się do matki Yumi. - będzie odszukanie pańskiej córki i jej przyjaciół i wyeliminowanie ich.
- Że co, proszę?! - wykrzyknęła Japonka, mocniej zaciskając palce na twardej skórze. - Chcesz powiedzieć, że Zarząd chce ich zabić?
- Tak, właśnie do tego zmierzamy - odparł mężczyzna spokojnie. - Musimy zniszczyć ich, zanim oni zniszczą nas. Proste.
- NIE ZGADZAM SIĘ! - wrzasnęła pani Ishiyama, odpychając naukowca, który nieporadnie wylądował na podłodze. Zdążyła wprowadzić do komputera kilka kodów, gdy poczuła, że czyjaś silna ręka łapie ją za ramię, a druga delikatnie unosi jej dłoń, by nie mogła pisać. Japończyk przyciągnął żonę do siebie i przytulił.
- Nie martw się. Yumi bywała już w gorszych sytuacjach - wymamrotał. - A jeszcze żyje, i popatrz, już niedługo tu będzie. Uspokój się.
Tymczasem naukowiec z powrotem wgramolił się na fotel i spojrzał podejrzliwie na małżeństwo zza grubych okularów.
- Żeby był to pierwszy i ostatni raz! - zagrzmiał, gdy matka Yumi wreszcie odsunęła się od męża i przetarła oczy rękawem kitla. - I nie myśl sobie, Ishiyama, że następnym razem znów ujdzie ci to na sucho. I ty, i ja, musimy wypełniać wolę Zarządu...bo przecież doskonale wiesz, co grozi za załamanie zasad, czyż nie?
- Wyeliminowanie, zniszczenie i upozorowanie zaginięcia. Wiem - wyszeptała.
Tymczasem jeszcze niżej, w ogromnej sali laboratoryjnej, w pomieszczeniu z czterema kolumnami, kilkanaście osób prowadziło dokładne obliczenia. Dorośli stali w bezpiecznej odległości od Kolumn, pochylali się nad notesami; co chwila kilkanaście zgniecionych kartek lądowało na podłodze, tylko nieliczne strony w zeszytach były pokryte liczbami i symbolami. Z głośników dochodziły kolejne powiadomienia, męski głos spokojnie wydawał rozkazy.
Tuż przed Kolumnami, na chłodnej posadzce siedziała dziewczynka, skuta łańcuchami. Żelazo boleśnie uciskało jej skórę, nie pozwalało spokojnie oddychać. Dziecko śledziło poczynania naukowców niezwykle błękitnymi oczami. Ich spojrzenie wwiercało się w każdego po kolei, wywołując ich dreszcze.
Gdzie jestem?! - pytała każdego z nich Iluzjonistka - Kim jesteście? Gdzie jest Metropolia? Co ze mną robicie? Mamo!
Ale nikt jej nie odpowiedział.
Czasem tylko rzucali jej ukradkowe spojrzenia i zachwycali się urodą małej. Iluzjoniści byli piękni - ich skóra była doskonale gładka, jeśli tak sobie zażyczyli, każda część ich ciała była idealna. Dziewczynka miała jasnobrązowe, kręcone włosy i jasną cerę. Wyglądała na najwyżej sześć - siedem lat, ale jej w jej oczach kryła się inteligencja, stuletnie doświadczenie.
Naukowcy skrycie żałowali dziecka, które miało stać się wkrótce bezmyślną marionetką. Nikt w Srebrnej Kuli nie zdawał sobie sprawy z ogromnego postępu Zarządu X.A.N.Y., jedynie szpiedzy, wiodący na pozór zwyczajne życie w mieście - więzieniu zwanym Metropolią.
Na salę wkroczyli ostatni świadkowie zdarzenia. Para Japończyków i grubawy, osiwiały mężczyzna otwarcie przyglądali się przestraszonej Iluzjonistce. Tuż za nimi z hukiem zamknęły się wrota - jedyne wejście i jedyna droga ucieczki.
- Echo 2.5 oraz Istota K.I. numer...zgrzyt, podejść do Prototypu.
Matka Yumi z niemal niewidocznymi cieniami pod oczami i sztywna, smukła kobieta ze sztucznym uśmiechem podeszły do dziecka i płynnym ruchem przyłożyły do czoła dziewczynki swoje nadgarstki. Bransoletki - srebrna Echo i fioletowa pani Ishiyama - zalśniły intensywnym blaskiem. Powieki dziewczynki zatrzepotały, a jej piękną twarz wykrzywił grymas bólu. Chwilę potem Iluzjonistka bezwładnie opadła na posadzkę.
Jestem Kim Strof - powtarzała uparcie dziewczynka przed obezwładnieniem. - Jestem Iluzjonistką uwięzioną w Metropolii. Mam 127 lat, 4 miesiące i 8 dni. Moja matka miała na imię Lara. Osiemnaście lat temu zginęła z ręki Zarządu. Żyję w Srebrnej Kuli... Jestem Kim Strof...
Kobiety wróciły na swoje miejsca, zostawiając dziewczynkę na podłodze. Pani Ishiyama wymieniła z mężem zmartwione spojrzenia, Echo uśmiechnęła się z chłodną satysfakcją. Wtem Złota Kolumna otworzyła się z sykiem, dziewczynkę otoczyło delikatne światło. Bezwładne ciało oderwało się od ziemi i poszybowało wprost do wnętrza Kolumny, wypełnionego mgielnymi obłokami. Jakaś niewidzialna siła postawiła dziewczynkę w pionie. Wrota Kolumny zamknęły się z hukiem.
Jeszcze dalej, setki komputerów wznowiło pracę, wypełniając wnętrze sali głośnym, zgodnym szumem. Setki ekranów ukazały to samo okno, z tą samą postacią. Po kilku minutach mozolne obliczenia dobiegły końca. Na monitorach ukazało się zielone kółeczko.
Setki zwykłych maszyn wypłukały Kim Strof ze wszelkich uczuć.
Złota Kolumna otworzyła się, biała jak mleko mgła wypełniła całe pomieszczenie. Naukowcy odkaszlnęli i stanęli w bezruchu. Wszystkie kolumny zalśniły blaskiem; tak więc wszystkich zgromadzonych otoczyło srebrne, czerwone, złote i lapisowe światło, rozproszone przez mgłę.
Gdy wszystko wokół znów stało się widoczne, dorośli drgnęli z podekscytowania. Tuż przed nimi - poza polem rażenia Kolumn - stała na baczność niebieskooka dziewczynka. Jej spojrzenie już nie emanowało inteligencją - było puste, o jakby zawężonych horyzontach. Iluzjonistka widziała zarówno wszystkich, jak i nikogo. Na jej nadgarstku połyskiwała złota bransoletka.
W umyśle dziewczynki rozpoczęła się powolna destrukcja wszystkich osobistych wspomnień. Obraz jej matki - podobnej do córki jak dwie krople wody - zastąpiła blada plama. Kryzys Metropolii, walące się szare budynki, ukrywane przez lata moce Iluzjonistów - to wszystko zgodnie złączyło się w jeden, tłumaczący zarówno wszystko, jak i nic - symbol. Oko X.A.N.Y. zakodowało się w umyśle dawnej Kim Strof, tak jak nienawiść do własnego narodu.
Echo 3.0 była gotowa na przyjęcie pierwszych rozkazów.
~~~~~~~~~~~~~
SPOJLER - Echo NAPRAWDĘ będzie chciała zabić głównych bohaterów.
OFICJALNIE NIE BIORĘ UDZIAŁU W LIEBSTER AWARD (A PRZYNAJMNIEJ NIE TERAZ).
Pozdrawiam!
Lavioniaa ;P
środa, 20 sierpnia 2014
#29 Wyznania
- Dasz radę, Yumi - szepnęła Aelita z drugiego łóżka. - Pogadacie sobie szczerze, i tyle. Nie ma się czego bać...
Japonka od paru dobrych minut siedziała na swoim posłaniu i przygotowywała się do wyjścia. Oczywiście, nie musiała się pakować, czy zabierać jakieś rzeczy - o, nie! Tylko z każdą minutą z jej psychiką było coraz gorzej. Wprawdzie to Ulrich wykazał inicjatywę ("Musimy pogadać" - rzucił przy wyjściu z fabryki), ale dziewczyna nie wiedziała, co myśleć.
Chociaż ona także chciała z nim porozmawiać.
Japonka kątem oka zerknęła na zegarek. Najwyższy czas! Powoli wstała z łóżka i przejrzała się w lustrze. Czarny doskonale pasował do czarnego, nie musiała się nawet wysilać, by znaleźć odpowiedni strój. Wzięła to, co zawsze. "Przecież to nie randka!" - myślała kilkanaście minut temu.
- Trzymam kciuki - różowo-włosa uśmiechnęła się, dodając Yumi odwagi.
- Do zobaczenia! - opowiedziała Azjatka i wyszła z pokoju.
Ulrich czekał w parku, oparty o pień drzewa. On także po długim namyśle nie przebrał się w odświętne ubrania. Przez wrodzoną nieśmiałość trochę bał się spotkania z przyjaciółką, ale wiedział, że innej szansy nie będzie. Wyprawa do Iluzjonu była ryzykowna, mogli z niej nie wrócić, a on nie chciał porzucić niedokończonego wątku w połowie. Od ich obojga zależy, czy ta historia skończy się szczęśliwie.
Japonka wolnym, nieco zbyt wolnym, krokiem weszła do parku. Z każdą sekundą wzmagały się jej obawy. Wiedziała, że nie jest gotowa na wyznania. Ale czas naglił.
Gdy zobaczyła Ulricha, pomachała mu drżącą ręką. Chłopak natychmiast do niej podbiegł.
- Może usiądziemy? - zaproponował i wskazał głową na pobliską ławkę.
- Jasne...dobrze...ok - wydukała Yumi i spuściła wzrok.
Chłopak zacisnął pięści i zamrugał oczami. Odwagi, odwagi - powtarzał. Usiedli na ławce i przez chwilę trwali tak, w milczeniu, starannie omijając się wzrokiem. Było dość chłodno, jednak wiatr był ciepły. Oboje czuli jego rześkie tchnienie.
- Wiesz, Yumi...- zaczął Ulrich niepewnie, wpatrując się w drzewa przed sobą. - Ta nasza wyprawa...jesteś pewna, że...no, wiesz, to...potrzebne?
- No...tak! - odparła z wahaniem. - Tak, jestem pewna. Zresztą, już wszystko zaplanowane...
- No, nawet już nas podzielili - mruknął drwiąco.
- To był pomysł Strażniczek! - odparła Yumi, stając w obronie sióstr. - One wiedzą, co robią.
- Jesteś pewna? - zapytał Ulrich, patrząc przyjaciółce w oczy. Dziewczyna speszyła się.
- Nie - odparła po chwili.
Po chwili ciągnęła dalej.
- To ryzykowne - podjęła. - Ryzykowne, ale... czuję, że muszę to zrobić. Obiecałam matce - jej głos stał się lodowaty. - Nie po to odłączyłam się od rodziny, by teraz się poddać. Poza tym, Aelita... może wreszcie odnajdzie ojca... przecież pomagamy jej w tym od wielu miesięcy, w zasadzie od włączenia superkomputera. Bez niej byśmy się przecież nie poznali...- zaczerwieniła się.
- Zaraz, zaraz, mylisz się! - sprostował. - Ale zapewne to wszystko potoczyłoby się inaczej.
- I w tym momencie byłbyś pod wpływami Sissi? - zaśmiała się.
- Sissi?! Za kogo ty mnie masz?! Zawsze myślałbym tylko o tobie...
Zapadła niezręczna cisza.
- Wiesz... nie miałem tego...
- W zasadzie, ja też - przerwała przyjacielowi. Przez długą chwilę patrzyli sobie w oczy, wiedząc, że już nic ich nie zatrzymuje...
Na dziedzińcu szkoły Kadic wybuchł niezwykły harmider. Mieszkańcy internatu ganiali się w tę i we w tę, skacząc i pokrzykując. Co niektórzy obgadywali wszystkich wokół, inni cieszyli się piękną pogodą, biegając po licznych dróżkach leżącego na terenie szkoły parku.
Nieliczni widzieli całującą się parę na jednej z parkowych ławeczek i cieszyli się szczęściem zakochanych. Zwłaszcza, że od dawna przeczuwali, nagłego rozwoju ich przyjaźni. Uczniowie myśleli, że jedynym zmartwieniem przyjaciół będą nieustające plotki i nowiny w gazetce szkolnej. Nie mieli pojęcia, że ogromny problem Ulricha i Yumi, oraz innych Wojowników, tkwi głęboko pod ziemią, czekając na odpowiedni moment, by się ujawnić. I, wierzcie, nie musi czekać długo...
~~~~~~~~~~~~~~
Ta daa XD Przemogłam się i coś tam napisałam. Po raz pierwszy! (aaale zaszalałam xD) A już niedługo podróż do Iluzjonu, i ogromne poświęcenie... ale o tym później.
Pozdrawiam!
Lavionia!
Japonka od paru dobrych minut siedziała na swoim posłaniu i przygotowywała się do wyjścia. Oczywiście, nie musiała się pakować, czy zabierać jakieś rzeczy - o, nie! Tylko z każdą minutą z jej psychiką było coraz gorzej. Wprawdzie to Ulrich wykazał inicjatywę ("Musimy pogadać" - rzucił przy wyjściu z fabryki), ale dziewczyna nie wiedziała, co myśleć.
Chociaż ona także chciała z nim porozmawiać.
Japonka kątem oka zerknęła na zegarek. Najwyższy czas! Powoli wstała z łóżka i przejrzała się w lustrze. Czarny doskonale pasował do czarnego, nie musiała się nawet wysilać, by znaleźć odpowiedni strój. Wzięła to, co zawsze. "Przecież to nie randka!" - myślała kilkanaście minut temu.
- Trzymam kciuki - różowo-włosa uśmiechnęła się, dodając Yumi odwagi.
- Do zobaczenia! - opowiedziała Azjatka i wyszła z pokoju.
Ulrich czekał w parku, oparty o pień drzewa. On także po długim namyśle nie przebrał się w odświętne ubrania. Przez wrodzoną nieśmiałość trochę bał się spotkania z przyjaciółką, ale wiedział, że innej szansy nie będzie. Wyprawa do Iluzjonu była ryzykowna, mogli z niej nie wrócić, a on nie chciał porzucić niedokończonego wątku w połowie. Od ich obojga zależy, czy ta historia skończy się szczęśliwie.
Japonka wolnym, nieco zbyt wolnym, krokiem weszła do parku. Z każdą sekundą wzmagały się jej obawy. Wiedziała, że nie jest gotowa na wyznania. Ale czas naglił.
Gdy zobaczyła Ulricha, pomachała mu drżącą ręką. Chłopak natychmiast do niej podbiegł.
- Może usiądziemy? - zaproponował i wskazał głową na pobliską ławkę.
- Jasne...dobrze...ok - wydukała Yumi i spuściła wzrok.
Chłopak zacisnął pięści i zamrugał oczami. Odwagi, odwagi - powtarzał. Usiedli na ławce i przez chwilę trwali tak, w milczeniu, starannie omijając się wzrokiem. Było dość chłodno, jednak wiatr był ciepły. Oboje czuli jego rześkie tchnienie.
- Wiesz, Yumi...- zaczął Ulrich niepewnie, wpatrując się w drzewa przed sobą. - Ta nasza wyprawa...jesteś pewna, że...no, wiesz, to...potrzebne?
- No...tak! - odparła z wahaniem. - Tak, jestem pewna. Zresztą, już wszystko zaplanowane...
- No, nawet już nas podzielili - mruknął drwiąco.
- To był pomysł Strażniczek! - odparła Yumi, stając w obronie sióstr. - One wiedzą, co robią.
- Jesteś pewna? - zapytał Ulrich, patrząc przyjaciółce w oczy. Dziewczyna speszyła się.
- Nie - odparła po chwili.
Po chwili ciągnęła dalej.
- To ryzykowne - podjęła. - Ryzykowne, ale... czuję, że muszę to zrobić. Obiecałam matce - jej głos stał się lodowaty. - Nie po to odłączyłam się od rodziny, by teraz się poddać. Poza tym, Aelita... może wreszcie odnajdzie ojca... przecież pomagamy jej w tym od wielu miesięcy, w zasadzie od włączenia superkomputera. Bez niej byśmy się przecież nie poznali...- zaczerwieniła się.
- Zaraz, zaraz, mylisz się! - sprostował. - Ale zapewne to wszystko potoczyłoby się inaczej.
- I w tym momencie byłbyś pod wpływami Sissi? - zaśmiała się.
- Sissi?! Za kogo ty mnie masz?! Zawsze myślałbym tylko o tobie...
Zapadła niezręczna cisza.
- Wiesz... nie miałem tego...
- W zasadzie, ja też - przerwała przyjacielowi. Przez długą chwilę patrzyli sobie w oczy, wiedząc, że już nic ich nie zatrzymuje...
Na dziedzińcu szkoły Kadic wybuchł niezwykły harmider. Mieszkańcy internatu ganiali się w tę i we w tę, skacząc i pokrzykując. Co niektórzy obgadywali wszystkich wokół, inni cieszyli się piękną pogodą, biegając po licznych dróżkach leżącego na terenie szkoły parku.
Nieliczni widzieli całującą się parę na jednej z parkowych ławeczek i cieszyli się szczęściem zakochanych. Zwłaszcza, że od dawna przeczuwali, nagłego rozwoju ich przyjaźni. Uczniowie myśleli, że jedynym zmartwieniem przyjaciół będą nieustające plotki i nowiny w gazetce szkolnej. Nie mieli pojęcia, że ogromny problem Ulricha i Yumi, oraz innych Wojowników, tkwi głęboko pod ziemią, czekając na odpowiedni moment, by się ujawnić. I, wierzcie, nie musi czekać długo...
~~~~~~~~~~~~~~
Ta daa XD Przemogłam się i coś tam napisałam. Po raz pierwszy! (aaale zaszalałam xD) A już niedługo podróż do Iluzjonu, i ogromne poświęcenie... ale o tym później.
Pozdrawiam!
Lavionia!
poniedziałek, 11 sierpnia 2014
Nieobecność
11.08 - 20.08 (kolonie) Jeśli znajdę trochę czasu, może uda mi się zacząć kolejny rozdział (nie obiecuję). Postaram się także sprawdzić część blogów, chociaż może mi się nie udać... Cóż, do zobaczenia za kilka dni!
Pozdrawiam, Lavionia
Pozdrawiam, Lavionia
czwartek, 7 sierpnia 2014
#28 Krótka ekspedycja
- Wow, to NAPRAWDĘ jest Internet? Z Facebookiem, You Tube, i w ogóle? - nie dowierzała Gina "przyklejając" nos do wirtualnej szyby kapsuły.
- No...tak. Cyfrowe Morze to Internet, chociaż rzeczywiście trudno w to uwierzyć z tej perspektywy - odparł Jeremy. On także nie mógł się nadziwić krajobrazem, który widział. Tuż nad nimi rozpościerało się Odwrócone Miasto - skupisko niebieskich bloków i brył różnej wielkości. Wydawało się, że Cyfrowe Morze ciągnie się w nieskończoność, we wszystkie strony. Gdzieniegdzie pojawiały się białe pliki danych, i znikały równie niespodziewanie. To było niesamowite.
Sara umościła się wygodniej, co było bardzo trudne, biorąc pod uwagę pozycję, w jakiej się znajdowała. W cyfrowej przestrzeni być może nie było jako takiej grawitacji, nie licząc siły przyciągania światów takich jak Cortex czy Lyoko, za to Wojownicy stali jakby przyklejeni do oparć swoich kapsuł, nawet, jeśli do góry nogami. Głowę Iluzjonistki zaprzątały myśli o spotkaniu z siostrami i podróżą do Iluzjonu. Jakże zazdrościła Yumi! Japonka jako pierwsza znalazła się w Niebieskiej i Zielonej Kuli i poznała obie Strażniczki.
- Jeremy, skoro ty siedzisz tutaj, to kto nam przekaże, gdy na mapie pojawią się potwory? - odezwał się Ulrich.
Okularnik wzruszył ramionami.
- Potwory, z którymi ostatnio walczyliście były mocne, ale nie pochodziły ze stajni naszego X.A.N.Y. Wysłał je chyba Zarząd... Bądźmy myśli, że nie zaprogramowali jeszcze mieszkańców cyfrówki.
- Oby...- westchnęła Yumi. Czarnowłosa również była podekscytowana wyprawą, ale wiedziała, że zostaną rozdzieleni i nie cieszyła się. Jeśli ma coś wyznać Ulrichowi musi zrobić to dzisiaj, najwyżej jutro.
- Poza tym, oświetlenie zmienia kolor, gdy pojawia się niebezpieczeństwo - kontynuował Jeremy. - Więc nie musimy się martwić...
- Em... zmienia kolor na czerwony? - zapytała Abigel z niepokojem i przyjrzała się otoczeniu. Coś się zmieniło. Już nie poruszali się w błękitnym morzu...
- To wykrakałeś - burknął Odd ze swojej kapsuły. - Aelita! Może pokażemy nowicjuszom, jak przyrządza się owoce morza?
- Jasne, Odd - odpowiedziała łagodnym tonem. Jeśli nawet była zdenerwowana, nie dawała tego po sobie poznać. Była niezwykle spokojna.
Nagle tuż przed nimi pojawiły się dwa kongery.
- Czekaj... Sara, przecież już "oswoiłaś" wszystkie stare potwory...- zdziwił się Ulrich.
- Pewnie tylko te na lądzie - westchnęła. - A przecież nie zmienię się w smoka, by je okiełznać.
Tymczasem Aelita odłączyła wszystkie pełne kapsuły i przezornie położyła dłonie w okolicy przycisków aktywujących rakiety Skida. Wojownicy Lyoko szybko przejęli kontrolę nad swoimi pojazdami i od razu przeszli do ofensywy.
Kongery były szybkie, ale bohaterowie mieli przewagę liczebną. Wojownicy, którzy mieli już styczność z kongerami, wyszli na front, a "nowicjusze" opanowywali podstawy korzystania z broni. Po chwili wrócili do Aelity, ale oświetlenie Morza nie zmieniło się.
- To będzie coś jeszcze? - zastanowił się Odd. - Bo chciałbym już wracać...
- Cicho, Odd! - zganił go Jeremy. - Mam wrażenie, że to dopiero początek...
Nagle usłyszeli głośny huk i przeraźliwy krzyk z oddali. Dziki wrzask z pewnością nie należał do człowieka, ale kapitan Skida wzdrygnęła się.
- Rozejrzyjcie się - poleciła. - Cokolwiek to było...
- Właśnie się zbliża! - krzyknęła Abigel ostrzegawczo. Rzeczywiście - potwór przypominający mieszankę wieloryba z rekinem z zatrważającą prędkością przybliżał się do Wojowników. Stwór zaatakował statek ogromną kulą energii, tarcze Skidbladnira straciły aż połowę swojej wytrzymałości.
- Chyba tego nie przeżyjemy...- jęknęła Gina.
Jednak Jeremy wpadł na pewien pomysł.
- Aelita, NA DÓŁ! - krzyknął na całe gardło.
- Ale Jeremy...
- NA DÓŁ, MÓWIĘ!!!
- Cicho, Jeremy - oburzyła się Japonka. - Aelita, posłuchaj go. Skieruj Skida w dół...
- Tylko uważaj na bryły - dokończył Ulrich.
Różowo-włosa posłuchała, ostrożnie manewrując między przeszkodami. Zdezorientowany potwór został daleko w górze. Po kilku minutach oświetlenie stało się jasnozielone, potem żółte. Gdzieś z dołu dochodziło jasne, oślepiające światło. Bohaterowie zbliżali się do jego źródła.
- Co to jest? - zdziwiła się Abigel, mrużąc oczy.
- Nie mam pojęcia...- odparła Yumi.
Tuż pod nimi rozpościerała się złota, lśniąca płaszczyzna. To od niej biło to oślepiające światło.
- To jak, wwiercamy się? - mruknął Ulrich. Aelita zeszła jeszcze niżej i wcisnęła odpowiedni przycisk. Nagle dolna część pojazdu zaczęła wirować, przyprawiając Wojowników o mdłości. Ostrze Skida wchodziło w podłoże jak w masło. Po kilku sekundach byli już dwadzieścia metrów pod ziemią.
- Aelita, wracamy - rozkazał nagle Einstein. Dziewczyna posłusznie wyłączyła wiertło i bez słowa skierowała pojazd w górę.
- Hej, ale tam jest ten potwór... - jęknął Odd słabym głosem.
- Wyminiemy go - ucięła różowo-włosa i włączyła napęd odrzutowy.
Po kilkunastu minutach wrócili na Ziemię.
~~~~
Naprawdę nie mam weny na tego bloga, a przynajmniej na najbliższe rozdziały. Może gdy dotrą do Iluzjonu, notki będą "lepszej jakości", bo, jak na razie, ciężko jest mi "ubrać w słowa" moje wyobrażenia o dalszej akcji. Ale nowy rozdział z pewnością pojawi się niedługo.
Pozdrawiam
Lavionia
- No...tak. Cyfrowe Morze to Internet, chociaż rzeczywiście trudno w to uwierzyć z tej perspektywy - odparł Jeremy. On także nie mógł się nadziwić krajobrazem, który widział. Tuż nad nimi rozpościerało się Odwrócone Miasto - skupisko niebieskich bloków i brył różnej wielkości. Wydawało się, że Cyfrowe Morze ciągnie się w nieskończoność, we wszystkie strony. Gdzieniegdzie pojawiały się białe pliki danych, i znikały równie niespodziewanie. To było niesamowite.
Sara umościła się wygodniej, co było bardzo trudne, biorąc pod uwagę pozycję, w jakiej się znajdowała. W cyfrowej przestrzeni być może nie było jako takiej grawitacji, nie licząc siły przyciągania światów takich jak Cortex czy Lyoko, za to Wojownicy stali jakby przyklejeni do oparć swoich kapsuł, nawet, jeśli do góry nogami. Głowę Iluzjonistki zaprzątały myśli o spotkaniu z siostrami i podróżą do Iluzjonu. Jakże zazdrościła Yumi! Japonka jako pierwsza znalazła się w Niebieskiej i Zielonej Kuli i poznała obie Strażniczki.
- Jeremy, skoro ty siedzisz tutaj, to kto nam przekaże, gdy na mapie pojawią się potwory? - odezwał się Ulrich.
Okularnik wzruszył ramionami.
- Potwory, z którymi ostatnio walczyliście były mocne, ale nie pochodziły ze stajni naszego X.A.N.Y. Wysłał je chyba Zarząd... Bądźmy myśli, że nie zaprogramowali jeszcze mieszkańców cyfrówki.
- Oby...- westchnęła Yumi. Czarnowłosa również była podekscytowana wyprawą, ale wiedziała, że zostaną rozdzieleni i nie cieszyła się. Jeśli ma coś wyznać Ulrichowi musi zrobić to dzisiaj, najwyżej jutro.
- Poza tym, oświetlenie zmienia kolor, gdy pojawia się niebezpieczeństwo - kontynuował Jeremy. - Więc nie musimy się martwić...
- Em... zmienia kolor na czerwony? - zapytała Abigel z niepokojem i przyjrzała się otoczeniu. Coś się zmieniło. Już nie poruszali się w błękitnym morzu...
- To wykrakałeś - burknął Odd ze swojej kapsuły. - Aelita! Może pokażemy nowicjuszom, jak przyrządza się owoce morza?
- Jasne, Odd - odpowiedziała łagodnym tonem. Jeśli nawet była zdenerwowana, nie dawała tego po sobie poznać. Była niezwykle spokojna.
Nagle tuż przed nimi pojawiły się dwa kongery.
- Czekaj... Sara, przecież już "oswoiłaś" wszystkie stare potwory...- zdziwił się Ulrich.
- Pewnie tylko te na lądzie - westchnęła. - A przecież nie zmienię się w smoka, by je okiełznać.
Tymczasem Aelita odłączyła wszystkie pełne kapsuły i przezornie położyła dłonie w okolicy przycisków aktywujących rakiety Skida. Wojownicy Lyoko szybko przejęli kontrolę nad swoimi pojazdami i od razu przeszli do ofensywy.
Kongery były szybkie, ale bohaterowie mieli przewagę liczebną. Wojownicy, którzy mieli już styczność z kongerami, wyszli na front, a "nowicjusze" opanowywali podstawy korzystania z broni. Po chwili wrócili do Aelity, ale oświetlenie Morza nie zmieniło się.
- To będzie coś jeszcze? - zastanowił się Odd. - Bo chciałbym już wracać...
- Cicho, Odd! - zganił go Jeremy. - Mam wrażenie, że to dopiero początek...
Nagle usłyszeli głośny huk i przeraźliwy krzyk z oddali. Dziki wrzask z pewnością nie należał do człowieka, ale kapitan Skida wzdrygnęła się.
- Rozejrzyjcie się - poleciła. - Cokolwiek to było...
- Właśnie się zbliża! - krzyknęła Abigel ostrzegawczo. Rzeczywiście - potwór przypominający mieszankę wieloryba z rekinem z zatrważającą prędkością przybliżał się do Wojowników. Stwór zaatakował statek ogromną kulą energii, tarcze Skidbladnira straciły aż połowę swojej wytrzymałości.
- Chyba tego nie przeżyjemy...- jęknęła Gina.
Jednak Jeremy wpadł na pewien pomysł.
- Aelita, NA DÓŁ! - krzyknął na całe gardło.
- Ale Jeremy...
- NA DÓŁ, MÓWIĘ!!!
- Cicho, Jeremy - oburzyła się Japonka. - Aelita, posłuchaj go. Skieruj Skida w dół...
- Tylko uważaj na bryły - dokończył Ulrich.
Różowo-włosa posłuchała, ostrożnie manewrując między przeszkodami. Zdezorientowany potwór został daleko w górze. Po kilku minutach oświetlenie stało się jasnozielone, potem żółte. Gdzieś z dołu dochodziło jasne, oślepiające światło. Bohaterowie zbliżali się do jego źródła.
- Co to jest? - zdziwiła się Abigel, mrużąc oczy.
- Nie mam pojęcia...- odparła Yumi.
Tuż pod nimi rozpościerała się złota, lśniąca płaszczyzna. To od niej biło to oślepiające światło.
- To jak, wwiercamy się? - mruknął Ulrich. Aelita zeszła jeszcze niżej i wcisnęła odpowiedni przycisk. Nagle dolna część pojazdu zaczęła wirować, przyprawiając Wojowników o mdłości. Ostrze Skida wchodziło w podłoże jak w masło. Po kilku sekundach byli już dwadzieścia metrów pod ziemią.
- Aelita, wracamy - rozkazał nagle Einstein. Dziewczyna posłusznie wyłączyła wiertło i bez słowa skierowała pojazd w górę.
- Hej, ale tam jest ten potwór... - jęknął Odd słabym głosem.
- Wyminiemy go - ucięła różowo-włosa i włączyła napęd odrzutowy.
Po kilkunastu minutach wrócili na Ziemię.
~~~~
Naprawdę nie mam weny na tego bloga, a przynajmniej na najbliższe rozdziały. Może gdy dotrą do Iluzjonu, notki będą "lepszej jakości", bo, jak na razie, ciężko jest mi "ubrać w słowa" moje wyobrażenia o dalszej akcji. Ale nowy rozdział z pewnością pojawi się niedługo.
Pozdrawiam
Lavionia
piątek, 25 lipca 2014
Kodlyoko.pl
Hej ;)
Takie info - miałam problemy z wejściem na forum kodlyoko.pl (jako Lavionia256), więc od teraz jestem tam jako Reina222.
Problem z pętlą przekierowań xD
Takie info - miałam problemy z wejściem na forum kodlyoko.pl (jako Lavionia256), więc od teraz jestem tam jako Reina222.
Problem z pętlą przekierowań xD
#27 Skidbladnir 2.0 + informacja
Perspektywa Yumi
O, nie...
Aelita już zasnęła, a ja patrzę w sufit i rozmyślam, czekając na upragniony sen, który nie nadchodzi. Zaczynam się niecierpliwić.
Tak, ta jedna myśl nie daje mi spokoju. Po pierwsze i najważniejsze - akurat teraz, gdy to wszystko zaczyna się układać, gdy już sądziłam, że będzie jak w wielu książkach, które czytałam, gdy już sądziłam, że dadzą mi uratować świat z najlepszymi przyjaciółmi i chłopakiem, do którego, o dziwo, nadal coś czuję, okazuje się, że...
rozdzielili nas.
Czuję, jakby coś się we mnie burzyło i ponownie słyszę ten dziwny łomot i huk w mojej głowie, a bransoletka zaczyna jarzyć się mocnym, fioletowym światłem. To mnie przerasta. Aelita tłumaczyła mi, że podzieliły nas same Strażniczki, które podobno wiedzą, co robią. Bardziej kreatywni do Zielonej Kuli, waleczni - do Niebieskiej, i kropka.
Jest jeszcze jedna rzecz, o której muszę wspomnieć przed zaśnięciem. Mianowicie - to nie jest bezpieczne. Myśląc logicznie, stwierdziłam, że Zarządcy nie wyłączą swojego superkomputera (mają ich mnóstwo i czysto teoretycznie później już ich nie włączą, bo system się zatnie). Ale w Iluzjonie nie ma "otwartego okna w systemie", które daje nam ochronę przed bólem, a wypad z gry kończy się wypadem z rzeczywistości i to, niestety, jest prawda. Jeśli jedno z nas zginie, drugie nie będzie o tym wiedziało. A ja z dwojga złego wolę wiedzieć.
Następnego dnia przyjaciele wybrali się do fabryki, aby przyjrzeć się ulepszonej wersji Skidbladnira. Yumi zapamiętała kopię statku z Iluzjonu i miała nadzieję, że ich pojazd nie będzie gorszy.
- Co najlepsze - tłumaczył Jeremy, jeszcze w kanałach. - Zarząd nie ma w ogóle pojęcia. Nadal sądzą, że Strażniczki są po ich stronie i będą starały się nas zatrzymać. Ale musimy działać szybko - zaznaczył. - Inaczej to nie ma sensu.
- Jeremy, ale wiesz, że ty także płyniesz z nami? Będziesz musiał pojawić się... w Lyoko... - zauważył Odd z uśmiechem. Jeremy zacisnął pięści, ale nie dał po sobie poznać, jak bardzo się boi, chociaż strach dławił go od środka.
- Okej - oznajmił Jeremy, gdy cała grypa stłoczyła się wokół Superkomputera. - Odpalam opóźnioną wirtualizację. Najpierw wchodzą Yumi, Aelita i Odd, potem ja i Ulrich. Gina i Abigel wejdą, gdy otworzą się puste skanery, jasne? System jeszcze was nie rozpoznał.
Przyjaciele w milczeniu patrzyli, jak okularnik wpisuje kilka skomplikowanych komend, zsiada z fotela i rusza w kierunku windy. Reszta bez słowa idzie za nim, zbyt podniecona, by chociażby westchnąć.
Japonka, Aelita i Włoch zmaterializowali się na arenie.
- Ciekawe, jak wygląda Jeremy - zastanowiła się różowo-włosa.
- Lepiej, żebyś nie wiedziała - zaśmiał się Odd.
Dwie kolejne postacie spowodowały wybuch niekontrolowanego śmiechu wśród Wojowników.
Oto pojawił się bowiem Jeremy - biały skafander lśnił czystością, jakby wyprawny w Perwolu, gogle przysłaniały jego oczy, a ręce...Wyobraźcie sobie dwie suszarki, zamiast waszych dłoni. No, to jest właśnie kompletny obraz Jeremiego w Lyoko.
- Ostrzegałem! - Della Robbia krztusił się ze śmiechu.
- Bardzo śmieszne - burknął Einstein i rozejrzał się po pomieszczeniu. - Jakie ładne...
- Potem będziesz podziwiał wystrój wnętrz - oznajmiła Aelita, wyczekując pojawienia się sióstr.
W końcu pojawiły się.
Gina miała na sobie krwistoczerwony skafander i dwa bordowe pistolety przypięte do pasa. Węgierka wyciągnęła je i strzeliła w ścianę. Małe, laserowe promienie z cichym świstem zderzyły się z powierzchnią.
- Niezłe - wymamrotała i przeczesała ręką po krótkich, ciemnobrązowych włosach.
Abigel ubrana była w soczyście zielony kombinezon, a jej kręcone, kasztanowe włosy opadały na ramiona. Przyjrzała się sobie i zastanowiła się.
- Hej, jak mam walczyć?
Yumi wzruszyła ramionami.
- Walcz tym, co posiadasz.
Abigel przyjrzała się swoim dłoniom, po chwili podniosła wzrok. Pierwszą osobą, którą zobaczyła, był Odd. Zamachnęła się, jakby chciała go uderzyć, a Włoch... zatoczył się to tyłu.
- Ej, to bolało! - krzyknął. Starsza Węgierka uśmiechnęła się z powątpiewaniem. Widać jako jedyna będzie walczyć wręcz.
- Sara czeka koło Skida. Pospieszcie się! - ponaglił ich Jeremy. Cała grupa równocześnie pognała do doków, gdzie czekał ich statek.
- Wow... - westchnęła Yumi, nie mogąc oderwać oczu od pojazdu. Skidbladnir 2.0 wizualnie przypominał odwrócony trójkąt, zakończony kopułą - elementem, który zachował się z pierwszej wersji pojazdu. Niżej umieszczone było osiem kapsuł, tworzących "dół trójkąta". Dwa "skrzydła" - element znany z poprzedniej odsłony statku - były zwinięte niczym ślimaki po obu stronach kopuły - stanowiska kapitana, czyli Aelity. Całość była utrzymana w chłodnych, błękitnych kolorach.
- Robi wrażenie, co? - uśmiechnęła się Sara. - Strażniczki się postarały...
- Nie zapominaj o Jeremy'm! Bez niego moglibyśmy tylko marzyć o takim pojeździe - Aelita spojrzała na przyjaciela.
- Hej, ty też, Aelita, miałaś w tym niemałe zasługi...
- Dziękować sobie będziecie później! - krzyknął Odd, uciszając przyjaciół. - Pamiętajcie, że dziś na obiad są klopsiki. Już burczy mi w brzuchu! - dodał oburzony. Reszta tylko zaśmiała się.
- Em... Jeremy? - Ulrich skrzyżował ramiona - Skoro ty jesteś tu...to jak dostaniemy się do środka?
- Spoko, Ulrich! O wszystkim pomyślałem. Wystarczy, że wszyscy staniecie na swoich miejscach. Po dziesięciu sekundach uruchomi się teleport.
- To na co czekamy? - Gina potoczyła wzrokiem po znajomych. - Chodźcie!
Wbiegli na platformę i stanęli na wyznaczonych wcześniej stanowiskach.
Jednak po niezmiernie długiej chwili oczekiwania żadne z nich nie pojawiło się w kapsule.
- Jeremy? - wzrok przyjaciół padł na okularnika. - Co się...
Dalszą część zdania zagłuszył syk teleportu.
- Nie wiem - mruknął Einstein, pojawiając się w kapsule. - Wpisywałem te 10 sekund...
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Hej! ;)
Wróciłam z wakacji z nową weną, tylko...
No właśnie.
Postanowiłam, że więcej czasu przeznaczę na mojego drugiego bloga o Kod Lyoko. Co nie znaczy, że całkowicie zaniecham pracy tutaj. Nowe notki na tym blogu będą pojawiać się znacznie rzadziej, ale będą. Uznałam, że pisanie notek "bo muszę coś napisać" jest tutaj bez sensu.
Pozdrawiam!
O, nie...
Aelita już zasnęła, a ja patrzę w sufit i rozmyślam, czekając na upragniony sen, który nie nadchodzi. Zaczynam się niecierpliwić.
Tak, ta jedna myśl nie daje mi spokoju. Po pierwsze i najważniejsze - akurat teraz, gdy to wszystko zaczyna się układać, gdy już sądziłam, że będzie jak w wielu książkach, które czytałam, gdy już sądziłam, że dadzą mi uratować świat z najlepszymi przyjaciółmi i chłopakiem, do którego, o dziwo, nadal coś czuję, okazuje się, że...
rozdzielili nas.
Czuję, jakby coś się we mnie burzyło i ponownie słyszę ten dziwny łomot i huk w mojej głowie, a bransoletka zaczyna jarzyć się mocnym, fioletowym światłem. To mnie przerasta. Aelita tłumaczyła mi, że podzieliły nas same Strażniczki, które podobno wiedzą, co robią. Bardziej kreatywni do Zielonej Kuli, waleczni - do Niebieskiej, i kropka.
Jest jeszcze jedna rzecz, o której muszę wspomnieć przed zaśnięciem. Mianowicie - to nie jest bezpieczne. Myśląc logicznie, stwierdziłam, że Zarządcy nie wyłączą swojego superkomputera (mają ich mnóstwo i czysto teoretycznie później już ich nie włączą, bo system się zatnie). Ale w Iluzjonie nie ma "otwartego okna w systemie", które daje nam ochronę przed bólem, a wypad z gry kończy się wypadem z rzeczywistości i to, niestety, jest prawda. Jeśli jedno z nas zginie, drugie nie będzie o tym wiedziało. A ja z dwojga złego wolę wiedzieć.
Następnego dnia przyjaciele wybrali się do fabryki, aby przyjrzeć się ulepszonej wersji Skidbladnira. Yumi zapamiętała kopię statku z Iluzjonu i miała nadzieję, że ich pojazd nie będzie gorszy.
- Co najlepsze - tłumaczył Jeremy, jeszcze w kanałach. - Zarząd nie ma w ogóle pojęcia. Nadal sądzą, że Strażniczki są po ich stronie i będą starały się nas zatrzymać. Ale musimy działać szybko - zaznaczył. - Inaczej to nie ma sensu.
- Jeremy, ale wiesz, że ty także płyniesz z nami? Będziesz musiał pojawić się... w Lyoko... - zauważył Odd z uśmiechem. Jeremy zacisnął pięści, ale nie dał po sobie poznać, jak bardzo się boi, chociaż strach dławił go od środka.
- Okej - oznajmił Jeremy, gdy cała grypa stłoczyła się wokół Superkomputera. - Odpalam opóźnioną wirtualizację. Najpierw wchodzą Yumi, Aelita i Odd, potem ja i Ulrich. Gina i Abigel wejdą, gdy otworzą się puste skanery, jasne? System jeszcze was nie rozpoznał.
Przyjaciele w milczeniu patrzyli, jak okularnik wpisuje kilka skomplikowanych komend, zsiada z fotela i rusza w kierunku windy. Reszta bez słowa idzie za nim, zbyt podniecona, by chociażby westchnąć.
Japonka, Aelita i Włoch zmaterializowali się na arenie.
- Ciekawe, jak wygląda Jeremy - zastanowiła się różowo-włosa.
- Lepiej, żebyś nie wiedziała - zaśmiał się Odd.
Dwie kolejne postacie spowodowały wybuch niekontrolowanego śmiechu wśród Wojowników.
Oto pojawił się bowiem Jeremy - biały skafander lśnił czystością, jakby wyprawny w Perwolu, gogle przysłaniały jego oczy, a ręce...Wyobraźcie sobie dwie suszarki, zamiast waszych dłoni. No, to jest właśnie kompletny obraz Jeremiego w Lyoko.
- Ostrzegałem! - Della Robbia krztusił się ze śmiechu.
- Bardzo śmieszne - burknął Einstein i rozejrzał się po pomieszczeniu. - Jakie ładne...
- Potem będziesz podziwiał wystrój wnętrz - oznajmiła Aelita, wyczekując pojawienia się sióstr.
W końcu pojawiły się.
Gina miała na sobie krwistoczerwony skafander i dwa bordowe pistolety przypięte do pasa. Węgierka wyciągnęła je i strzeliła w ścianę. Małe, laserowe promienie z cichym świstem zderzyły się z powierzchnią.
- Niezłe - wymamrotała i przeczesała ręką po krótkich, ciemnobrązowych włosach.
Abigel ubrana była w soczyście zielony kombinezon, a jej kręcone, kasztanowe włosy opadały na ramiona. Przyjrzała się sobie i zastanowiła się.
- Hej, jak mam walczyć?
Yumi wzruszyła ramionami.
- Walcz tym, co posiadasz.
Abigel przyjrzała się swoim dłoniom, po chwili podniosła wzrok. Pierwszą osobą, którą zobaczyła, był Odd. Zamachnęła się, jakby chciała go uderzyć, a Włoch... zatoczył się to tyłu.
- Ej, to bolało! - krzyknął. Starsza Węgierka uśmiechnęła się z powątpiewaniem. Widać jako jedyna będzie walczyć wręcz.
- Sara czeka koło Skida. Pospieszcie się! - ponaglił ich Jeremy. Cała grupa równocześnie pognała do doków, gdzie czekał ich statek.
- Wow... - westchnęła Yumi, nie mogąc oderwać oczu od pojazdu. Skidbladnir 2.0 wizualnie przypominał odwrócony trójkąt, zakończony kopułą - elementem, który zachował się z pierwszej wersji pojazdu. Niżej umieszczone było osiem kapsuł, tworzących "dół trójkąta". Dwa "skrzydła" - element znany z poprzedniej odsłony statku - były zwinięte niczym ślimaki po obu stronach kopuły - stanowiska kapitana, czyli Aelity. Całość była utrzymana w chłodnych, błękitnych kolorach.
- Robi wrażenie, co? - uśmiechnęła się Sara. - Strażniczki się postarały...
- Nie zapominaj o Jeremy'm! Bez niego moglibyśmy tylko marzyć o takim pojeździe - Aelita spojrzała na przyjaciela.
- Hej, ty też, Aelita, miałaś w tym niemałe zasługi...
- Dziękować sobie będziecie później! - krzyknął Odd, uciszając przyjaciół. - Pamiętajcie, że dziś na obiad są klopsiki. Już burczy mi w brzuchu! - dodał oburzony. Reszta tylko zaśmiała się.
- Em... Jeremy? - Ulrich skrzyżował ramiona - Skoro ty jesteś tu...to jak dostaniemy się do środka?
- Spoko, Ulrich! O wszystkim pomyślałem. Wystarczy, że wszyscy staniecie na swoich miejscach. Po dziesięciu sekundach uruchomi się teleport.
- To na co czekamy? - Gina potoczyła wzrokiem po znajomych. - Chodźcie!
Wbiegli na platformę i stanęli na wyznaczonych wcześniej stanowiskach.
Jednak po niezmiernie długiej chwili oczekiwania żadne z nich nie pojawiło się w kapsule.
- Jeremy? - wzrok przyjaciół padł na okularnika. - Co się...
Dalszą część zdania zagłuszył syk teleportu.
- Nie wiem - mruknął Einstein, pojawiając się w kapsule. - Wpisywałem te 10 sekund...
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Hej! ;)
Wróciłam z wakacji z nową weną, tylko...
No właśnie.
Postanowiłam, że więcej czasu przeznaczę na mojego drugiego bloga o Kod Lyoko. Co nie znaczy, że całkowicie zaniecham pracy tutaj. Nowe notki na tym blogu będą pojawiać się znacznie rzadziej, ale będą. Uznałam, że pisanie notek "bo muszę coś napisać" jest tutaj bez sensu.
Pozdrawiam!
Subskrybuj:
Posty (Atom)