wtorek, 3 lutego 2015

Liebster Award

Heja!
Zasady Liebster Award (chyba) wszyscy znają i nie muszę ich przypominać. Należy odpowiedzieć na 11 pytań, a potem ułożyć własne 11 i wysłać je do 11 różnych autorów.
Dziękuję za nominacje :)

Pytania od Naty Natki:

1. Od kiedy jesteś fanem Kod Lyoko? 
Mniej więcej od roku, gdy Teletoon postanowiło emitować tę kreskówkę.
2. Wolisz Kod Lyoko, czy Kod Lyoko: Ewolucję?
Samych odcinków "oryginalnej" wersji jest wystarczająco dużo, zresztą Ewolucja jest gorsza pod względem dubbingu, no i nie jest wierna pierwszemu Kod Lyoko.
 3. Od kiedy planowałeś założyć bloga? 
A bo ja wiem...? Z rok?
4. Kiedy najczęściej masz ochotę pisać?
Kiedy mam czas, wenę i motywację xD
 5. Co zamierzasz robić w przyszłości?
Poświęcić się ratowaniu przyrody, bądź badaniu Kosmosu.
 6. Jakie są twoje ulubione postacie z Kod Lyoko?
Parring (ludzie: parring i ship to to samo, nie?) UlrichxYumi. 
W szczególności Yumi - ma wyrazistą (moim zdaniem) osobowość, przeżywa swoje rozterki - jak każda nastolatka. Sprawia wrażenie ponurej, otwiera się tylko w towarzystwie przyjaciół.
A Ulrich? Sama nie wiem. Tej postaci chyba nie da się nie lubić. Chociaż jeśli się mylę, przepraszam.
 7. Jakie są twoje zainteresowania?
Czytanie książek i obserwowanie ptaków ;)
 8. Jakiej muzyki słuchasz?
Zazwyczaj rock'a, jednak przekonuję się do muzyki celtyckiej.
 9. Wolisz zwyczajną domówkę czy głośną imprezę?
Nienawidzę głośnych imprez!
 10. Co zamierzasz robić w przyszłości?
Napisałam wyżej!
 11. Jaki jest twój ulubiony aktor?
Trudno powiedzieć, bo oglądając film, nie zwracam wielkiej uwagi na aktorów (no, na ich imiona). Ale chyba Johny Deep.

Na pytania od KiKo Forest odpowiedziałam na drugim blogu.

Nie nominuję nikogo, pytania zadałam 11 osobom również na Witaj W Lyoko :)


#37 Stukot różowych obcasów

Białowłosa nawet nie wytknęła nosa ze swojego pokoju, gdy Iluzjoniści zbierali się do wyjścia, zostawiając Ginę w towarzystwie staromodnej zastawy stołowej i pokreślonych pajęczynami szczelin ścian i sufitu.
Węgierka na palcach przeszła obok pokoju Białego Kruka i przykucnęła, przyciskając oko do zamka od klucza. Zamarła.
Pokój Iluzjonistki zawalony był zabytkowymi malowidłami - niektóre wisiały na jasnoniebieskich ścianach, inne zostały do sufitu, a niektóre znajdowały się pod szklaną podłogą. W pomieszczeniu  stało ogromne, mahoniowe biurko z dwiema szufladkami, wspierające się na zdobionych rzeźbami drewnianych nogach. Po przeciwnej stronie umieszczona była mniejsza kopia królewskiego łoża  - Gina widziała oryginalne w zabytkowych zamkach-muzeach i oszacowała, że posłanie godne królów nie zmieściłoby się w pokoju. Już sama "podróbka" zajmowała większość przestrzeni, ze swoim różowym baldachimem, nieskazitelnie czystą pościelą i kolorowymi poduszkami z frędzelkami. Wybite okno wpuszczało do środka ostatnie promienie dnia. Nastolatka przyjrzała się wielkiej szafie stojącej w rogu pomieszczenia - wykonana z ciemnego drewna, wyglądała jak autentyczne przejście do Narnii.
Ginie nie dane było dokończyć oględzin, gdyż nagle wielkie drzwi otworzyły się, odrzucając dziewczynę na przeciwległą ścianę. Szesnastolatka zdusiła jęk, masując obolałą głowę. Rzuciła w stronę pokoju nienawistne spojrzenie, a drzwi zamknęły się z hukiem.
- Ej! Wiesz, jak to boli?! Może ciebie by tak... - urwała, słysząc cichy chichot zza ściany. - Niech cię licho... - syknęła, intuicyjnie kierując się do kuchni po lód.
Zamiast zwyczajnej lodówki i szafek, jej oczom ukazał się ogromny stół, na którym leżały puste w środku, białe baranie rogi, poskręcane w półksiężyce.
- Co to ma być? - zdenerwowała się Gina, podchodząc do blatu. - Ej, ty! Wiesz może, gdzie mogę znaleźć lód?! - wykrzyknęła, wracając się do pokoju Białego Kruka i kopiąc w drzwi. Nagle dostrzegła ogromną, zaciśniętą pięść, która wystrzeliła z drewna i uderzyła w jej klatkę piersiową. Gina upadła z jękiem i wrzasnęła dziko.
- Jesteś pokręcona psychicznie! Współczuję tym, którzy muszą z tobą mieszkać - syknęła ze złością i zacisnęła pięści, odsuwając się z pola rażenia zaklętych drzwi. - Mówię serio - dodała, podnosząc się i stękając.  Strzepnęła z ramion biały pył, który niczym śnieg spadł z sufitu i pokrył całe jej ubranie, gdy uderzyła w ścianę. Dwa razy.
Nagle dostrzegła niezauważony wcześniej foliowy woreczek z kostkami lodu i zaczerwieniła się ze wstydu. "To ona powinna mieć wyrzuty sumienia, nie ja" - pokrzepiła się myślą i szybko zabrała z podłogi siateczkę i umknęła do przydzielonego jej pokoju, obrzucając drzwi podejrzliwym spojrzeniem.
Rzuciła się na stary tapczan, przykładając lód do czoła. Mimochodem dostrzegła, że ściany pomieszczenia są brzoskwiniowe, ozdobione dwoma czarno-białymi obrazami w drewnianych ramkach. Na jednej z ilustracji rozpoznała plac wokół Więzienia, zapewne na niedługo przed przybyciem Zarządu. Masywny budynek przystrojony był girlandami z kwiatów. Napis na fasadzie głosił "Otwarcie Szkoły i Świetlicy dla młodych Iluzjonistów". Przed budynkiem stali ludzie - większość dorosłych trzymała za rękę mniej-więcej trzyletnie dzieci i prowadziła je w kierunku bramy szkoły. Gina dostrzegła tylko jedną osobę, która patrzyła prosto na fotografa. Wysoki, chudy chłopak o surowym, niemal karcącym spojrzeniu opierał się o ścianę budynku, zaciskając pięści, a na jego twarz wykrzywiała się w grymasie złości.
Coś w tej postaci było niepokojącego, a zarazem tajemniczego - Gina miała dreszcze, a jednocześnie nie mogła oderwać wzroku od jego władczej sylwetki. Jego wzrok magnetyzował, a dziewczyna niemal słyszała gwar rozmów rozentuzjazmowanych matek w długich do ziemi kolorowych sukniach. Miała wrażenie, że fotografia nabiera kolorów, widziała przecież barwę  tęczówek chłopaka, patrzył prosto na nią, wykrzywiając twarz w złowrogim uśmiechu...
Mimowolnie wzdrygnęła się i wyrwała się z transu, zakrywając oczy dłońmi. Poczuła, że drży, a temperatura w pomieszczeniu znacznie spadła. Okryła się grubym kocem, leżącym w rogu materaca i przyjrzała się drugiemu obrazowi.
Ujrzała mężczyznę i kobietę, tańczących na parkiecie w towarzystwie półprzezroczystych cieni, niby innych widmowych par. Twarze tańczących zakryte były  zdobionymi maskami przystrojonymi piórami, nie zasłaniającymi jednak ust i podbródków. Obie postaci uśmiechały się promiennie.
Włosy kobiety zostały upięte w tradycyjny kok, a prosta suknia prawie zakrywała buty tancerki. Korale na jej szyi zdawały się mienić nieziemskim blaskiem.
Jej partner ubrany był w elegancki garnitur - miał jasne, gęste włosy, przewiązane dziwną przepaską. Gina zmrużyła oczy i dostrzegła, że czoło mężczyzny pokrywały cienkie linie, blizny. Tancerz był, jak na jej gust, zabójczo przystojny, nic więc dziwnego, że kobieta uśmiechała się, patrząc mu w oczy.
Podobnie jak w przypadku poprzedniego zdjęcia, Gina zaczęła dostrzegać kolory - krwistoczerwony odcień sukni i hebanowe włosy kobiety, a także blond, niemal białe - tancerza. Usłyszała cichą muzykę, a salę balową rozświetliły nagle tysiące świec. Jedynie cienie pozostały ciemnoszare, dziewczynie zdawało się, że słyszy ich syki i szepty. Ze zdziwieniem spostrzegła, że tańcząca wygląda na osobę mniej więcej w jej wieku. Nagle tancerze zatrzymali się, a ciemnowłosa objęła partnera za szyję. Gina poczuła, że się czerwieni, jednak nie zdołała odwrócić wzroku. Na moment przed pocałunkiem została brutalnie wyrwana z letargu przez białowłosą, która nerwowo potrząsała jej ramieniem. Gdy spostrzegła, że nastolatka budzi się z transu, odetchnęła z ulgą.
- Co to było?! - wykrzyknęła nagle Gina, wyrywając ramię z uścisku Białego Kruka. - Chcę to obejrzeć do końca!
Iluzjonistka syknęła coś w stronę obrazów, które jak na zawołanie okryły się białą płachtą. Pokręciła głową.
- Ruchome obrazy. Coś jak w waszych telewizorach, tylko nieco bardziej... wciągające.
- Zauważyłam - westchnęła Węgierka, szczelniej opatulając się kocem. - To jak, zgoda między nami? - wyciągnęła rękę do Kruka.
- Tak, pewnie - dziewczyna uśmiechnęła się lekko i wyszła z pomieszczenia, pogwizdując cicho. - Zrobić ci kanapkę? Jestem głodna jak miś - zawołała z kuchni.
- Jak wilk - poprawiła ją Gina, dołączając do Iluzjonistki.
Białowłosa okrążyła ogromny stół, podnosząc kolejny róg i zaglądając do środka.
- To nie ten - mruczała jak mantrę, odkładając przedmioty na blat. W końcu wydała z siebie okrzyk zwycięstwa i lekko potrząsnęła jednym z rogów, wysypując na stół kilka bochenków chleba.
- Niezbyt orientuję się, gdzie co jest, więc może zadowolimy się tym, dobrze? Łap! - rzuciła Węgierce chleb i sama zabrała się za pałaszowanie swojej porcji. - Mmm... Nawet nieźle wyszły. Ale Narcyz robi lepsze, tak czy siak - oceniła, przełykając.
- Ale jak...?
- A, normalnie. Wprawniej klepie te stare rogi - zachichotała na widok wyrazu twarzy Giny. - Nie słyszałaś nigdy o Rogach Obfitości? To mój pomysł, kocham mitologię. No i nie trzeba uzupełniać zapasów. Ach! Miałam ci coś pokazać, chodź za mną!
Potruchtała do swojego pokoju i chwyciła papierową torbę, stojącą przy łóżku.
- Pomyślałam, że ci się przydadzą. Wiesz, czasem mamy swoje bale, poza tym, dobrze jest ładnie wyglądać - wręczyła prezent brunetce, z uśmiechem przygładzając falbanki swej białej, zwiewnej sukienki.
- Och... dzięki - Gina zarumieniła się i, czując na sobie wyczekujące spojrzenie Kruka, zajrzała do środka. Westchnęła.
W torbie znajdowało się kilka kolorowych sukienek (zielona, czerwona, niebieska i czarna), trzy bawełniane bluzki, bury sweter, dwie pary spodni, buty przypominające adidasy i...
- Naprawdę? - parsknęła, wyciągając różowe czółenka przyozdobione cekinami.
- Nie podobają ci się? - jęknęła dziewczyna z zawodem. - Najładniejsze, jakie udało mi się przywołać!
- Przywołać? - upewniła się Gina.
- No... co jakiś czas coś u was, z Realii, znika, no nie?
- Ukradłaś te buty z Ziemi?! - wykrzyknęła nastolatka, kręcąc głową.
- Spokojnie, spokojnie, to działa inaczej, niż myślisz - roześmiała się dziewczyna. - Pewnie nawet jeszcze ich nie wyprodukowano.
Gina skrzyżowała ramiona.
- Nie rozumiem was - wymamrotała pod nosem. - Najpierw Strażniczka mówi, że roztrzaskałam się o ziemię...
- Co? - fioletowo-włosa dziewczyna jak burza wpadła do mieszkania i stanęła przed Węgierką, patrząc na nią z góry. - Powtórz, co ona ci powiedziała?
- No... "pamiętaj, roztrzaskałaś się o ziemię", czy jakoś tak...
- Narcyz! - wykrzyknęła Iluzjonistka. - Mamy wielki problem.



~~~~~~~~~~~~~~~~
Heja!
A ja mam ferie, sielanka, w ogóle... nieważne.
Mam zaległości w pisaniu, zabieram się do kolejnych rozdziałów!
Mam nadzieję, że notka jakoś wyszła i zachęcam do oddania opinii w komentarzach.
Miłego dnia! :)

sobota, 24 stycznia 2015

#36 Najwyższy budynek w Mieście

Wiatr we włosach i podmuch chłodnego powietrza, niepachnącego spalinami i dymem... Abigel od razu poczuła się lepiej, zrównując wysokość z szybującą w przestworzach Aelitą.
Chwilę wcześniej Jeremy (tymczasowy przywódca ich wyprawy) nakazał im wzbić się nad bloki i poszukać najwyższego budynku w Metropolii. Jako jedyne miały skrzydła, więc tylko one nadawały się do tego zadania.
- To miasto jest za wielkie! - zielonooka starała się przekrzyczeć szum wiatru. Leciały dobre pięć metrów od siebie, by móc swobodnie latać, bez ryzyka kolizji i nie przeszkadzać sobie skrzydłami.
- Musi być widoczny z daleka, inaczej nie wyznaczyliby tam miejsca spotkania! - odkrzyknęła Węgierka, przyspieszając.
Nawet stalowa pustynia, po której wcześniej szli, była jedynie piaskownicą w porównaniu z ogromem Metropolii. Szare budynki ciągnęły się aż po horyzont. Abigel spostrzegła, że są niemal równej wielkości, a im dłużej leciały, tym ich kształty stawały się mniej oryginalne - w pewnym momencie pod sobą miały istne morze burych prostopadłościanów. Jedynymi kolorowymi plamami były liczne róże wiatrów, wyróżniające się na tle monotonnej szarości.
- Tam. Patrz! - Aelita drżącą ręką wskazała jakiś kształt majaczący na horyzoncie. Szklany szpic wyraźnie górował nad innymi budowlami, połyskując niczym ogromna latarnia. Błękitne światło przebijało się przez opary mgły spowijającej najwyższy budynek w mieście.
- Jak my się tam dostaniemy? - jęknęła Abigel, zgrabnie zatrzymując się w powietrzu tuż przed brudnoszarym obłokiem. Coś podpowiadało jej, że nie powinna dalej lecieć.
- Mam pomysł - Aelita pstryknęła palcami. - Wylądujmy na jednym z dachów, musimy odpocząć. Oby tylko reszta nie wyruszyła bez nas.
- Też mam taką nadzieję - westchnęła Węgierka, odwracając się od ściany mgły. - Wiesz, wydają mi się zbyt zdesperowani, żeby czekać kolejnych kilka godzin. Istnieje spora szansa, że uda nam się jakoś dolecieć do obrzeży miasta. Ten budynek znajduje się w centrum Metropolii, zresztą wystarczy, że spojrzymy na róże wiatrów. W jakim kierunku leciałyśmy?
- Zachód - padła odpowiedź. - Masz rację, nie marnujmy czasu. Ścigamy się?
- Możemy - Abigel wzruszyła ramionami i poleciała, nie czekając na przyjaciółkę.


Gdy wreszcie dotarły do tymczasowego obozu Wojowników, prawie opadły z sił. Aelita niezgrabnie wylądowała przed zaniepokojonymi przyjaciółmi,  od razu padła na kolana i przewróciła się na plecy, dysząc ciężko. Abigel zignorowała zmęczenie i  stanęła przed Jeremym, krzyżując ramiona.
- Gdzie wyście były? - zapytał okularnik z naganą w głosie.
- Daj spokój. To miasto jest ogromne - wtrąciła się Yumi, patrząc wyczekująco na przyjaciółkę. - Prawda?
- Trzy godziny lotu - odparła po chwili namysłu Abigel. - Czyli z sześć, jeśli pójdziemy na pieszo.
- Jak inaczej? - zadumał się nastolatek, siadając na chodniku. - Nic to. Musimy tu przenocować, nie mamy wyjścia. Wyruszymy z rana.
- Z pustymi brzuchami? - jęknął Odd, obrzucając Jeremiego błagalnym spojrzeniem.
- Co zamierzasz jeść? Płyty chodnikowe?
Fioletowy kot westchnął i poszedł na trawnik, by zwinąć się w kłębek nieopodal rozmawiających ściszonymi głosami Wojowników. Tymczasem Aelita podniosła się z ziemi i powoli podreptała do Belpois'a i ciemnowłosej. Potarła oczy dłońmi i ziewnęła przeciągle.
- Ci Iluzjoniści są nienormalni - wymamrotała, rzucając szybkie spojrzenie Sarze i upewniając się, że dziewczyna nie może ich usłyszeć.
- Miejmy nadzieję, że wiedzą, co robią. Skoro w Metropolii więzią Iluzjonistów, jest niemal pewne, że po drodze napotkamy jakieś patrole. Nawet nie powiedzieli nam o zagrożeniach! - syknął Jeremy, kręcąc głową. - Dobra, znajdźcie sobie jakieś miejsce, musicie się wyspać przed podróżą.
- A ty? - zaniepokoiła się Aelita.
- Nasz przywódca zapomniał, jak się śpi, nie martw się o niego - uśmiechnęła się Japonka, obejmując różowo-włosą ramieniem i popychając ją delikatnie w kierunku trawnika, gdzie ułożyła się już większość załogi. Następnie wróciła do przyjaciela, spoglądając na niego z troską.
- Naprawdę nie zamierzasz spać? - zapytała nagle Yumi, niemal niedosłyszalnym szeptem.
- Nie - Jeremy skrzyżował ramiona. - Przynajmniej nie całą noc. Ktoś musi pilnować okolicy.
- Wymieńmy się po, eee... północy, okej? - Ulrich machnął ręką w stronę wielkiej, srebrnej kuli wynurzającej się zza horyzontu. - Gdy księżyc będzie w tym, no, zenicie.
Abigel także spojrzała na srebrny glob, rozkładając czarne skrzydła i kładąc się na nich jak na materacu z piór. Mimowolnie zadrżała - nawet w bardziej realnym od Lyoko Iluzjonie, księżyc nadal wyglądał jak przerobiony cyfrowo, niedopracowany obraz.

~~~~~~~~~~~~~~
Hello!
Jest tam kto?
Postanowiłam tymczasowo "przenieść' akcję do Kadic, za kilka rozdziałów. Tak więc opowiadanie o"Kod Lyoko", będzie jednak miało w sobie elementy Lyoko. I całe szczęście, bo już sama nie wiem, co robię.
Jak tam, oceny na koniec półrocza? Zdruzgotani? Niezadowoleni? A może zupełnie odwrotnie?
Ja tam jestem zadowolona.
Pozdrawiam!

sobota, 10 stycznia 2015

#35 Iluzjoniści

Perspektywa Giny

Zaprowadzili mnie do jednego z budynków znajdujących się po zachodniej stronie Więzienia. Skąd to wiem? Co chwila napotykaliśmy się na malowane na jezdniach gwiazdy kierunków. Nie tylko na ulicach: drogowskazy i strzałki stały na piedestałach niczym pomniki, wisiały obok połamanych szyldów starych sklepików, zostały wstawione w dziury ziejące w oknach opuszczonych budowli.
Dlaczego, u licha, ci ludzie mieli taką obsesję na punkcie kierunków?
Po mojej lewej stronie szedł fiołkowo-oki szatyn, ten sam, który złapał mnie, gdy wisiałam kilka metrów nad ziemią. Mocno chwycił moje ramię, nie zważając na  jęki w stylu:
- Zostaw, połamiesz mi kości. Nie przydam się, jeśli będę kaleką! Puszczaj!
Z każdym moim okrzykiem zacieśniał uścisk, więc po jakimś czasie przestałam narzekać. Wydawało mi się, że on jest tu najmłodszy - pozostali byli dużo wyżsi i silniejsi. Ale mogę się mylić, w końcu nawet Strażniczka raz była dziewczynką, to znowu starszą panią. Dziwne, gdy zabierała mnie do Metropolii, wyglądała na dwudziestolatkę, tymczasem jej głos... mógł należeć do staruszki, jak i do dziecka. Później się tym zainteresuję - postanowiłam, przyglądając się pozostałym Więźniom.
Z mojej prawej strony szedł chudy i wysoki brunet, wyglądem przypominający Williama. Różnice od razu rzucała się w oczy - Dunbar miał sylwetkę sportowca, poza tym, jak ten dureń się tu dostał? Nie jest Iluzjonistą, przecież widziałam go kilka godzin temu, gdy rozmawiał z Arkadią...
Pozostali naciągnęli na głowy wielkie kaptury, więc nie widziałam ich twarzy. Idący z przodu narzucili szybkie tempo, więc co jakiś czas musiałam truchtać, by za nimi nadążyć.
Kolejne spostrzeżenie: W Iluzjonie oddychamy jak normalni ludzie - powietrze pachnie spalinami.
Po kilkudziesięciu minutach marszu dołączyły do nas dwie Iluzjonistki. Szły jako pierwsze, więc nie zobaczyłam dokładnie, jak wyglądają. Jedna z nich miała rozpuszczone, białe włosy, druga dwie fioletowe kitki sięgające do połowy pleców. Ubrane były podobnie, jak mężczyźni: nosiły bure mundury, zauważyłam, że ich kieszenie są wypchane, jakby Iluzjonistki chowały w nich pistolety.
Nagle fiołkowo-oki pociągnął mnie do klatki jakiegoś na wpół zawalonego bloku. Oprócz nas, z grupy Iluzjonistów wystąpiły dwie dziewczyny i ponury brunet, którego wzięłam za Williama. Pozostali pomaszerowali dalej, do innych budynków.
Niski szatyn otworzył drzwi i wpuścił dziewczęta przodem. Następnie wepchnął mnie do środka i zaprowadził na parter. Przez cały czas czułam na karku jego oddech. To Iluzjoniści oddychają? - sama nie wiem, dlaczego akurat to mnie zdziwiło.
Czarnowłosy zamknął za nami drzwi i zaryglował je płaską deską. Mieszkanie, mimo wszystko, było nieźle urządzone - popękane w kilku miejscach ściany pomalowane zostały na zielono, czerwony dywan przykrywał drewnianą podłogę. W pomieszczeniu stała ogromna szafa i nie mniejsza komoda na książki oraz wytarta, żółta sofa. Naliczyłam pięć drzwi.
- Możesz usiąść - oznajmił chłodnym tonem brunet, wskazując głową na kanapę. W jego stalowych oczach ujrzałam niemy rozkaz, więc posłusznie podreptałam w stronę sofy. Była zaskakująco wygodna.
Dziewczęta zniknęły w innym pokoju, który okazał się kuchnią - wyniosły z niej dwie tace  jedzeniem i szklankami z pomarańczowym płynem i położyły je na podłodze.
- Bon apetit - powiedziała białowłosa, klękając na dywanie. Druga dziewczyna skinęła na mnie.
- Przyłącz się - zaproponowała łagodnym głosem. Z wahaniem usiadłam koło nich i sięgnęłam po jedną z kanapek z wędliną.
- Nie jesteś stąd - stwierdził fioletowo-oki, pałaszując ogromnego pączka i  popijając go sokiem. - Przybyłaś z Belferką.
- Belferką? - zdziwiłam się. - Tak mówicie na Strażniczkę Zielonej Kuli... Dlaczego?
- Chciała nas nauczać - pospieszyła z wyjaśnieniem białowłosa. - Pragnęła otworzyć szkołę i uczyć Iluzjonistów panowania nad umiejętnościami. Zamiast tego została Echo i posłali ją do Puszczy. Mówi się trudno.
- Aha... a jak nazywacie tę drugą?
- Skalniak - odparła bez zająknięcia. Parsknęłam.
- Nie mówisz serio.
- Dlaczego nie? Jest sztywna i prawie nic nie robi, tylko wspina się na ściany... - szatyn zawahał się. - Tak mówią. Wiesz, propaganda i takie tam.
- Rozumiem - odchrząknęłam. - Jestem Gina.
- Biały Kruk - oznajmiła bardziej rozmowna z dziewcząt. - To jest Fiołkowy Narcyz - wskazała na chłopaka. - Moja siostra nazywa się Fioletowy Pazur, a ten gbur to Znienawidzony Przywódca. Ale nazywaj nas, jak chcesz - wzruszyła ramionami, sięgając po jabłko. - Skąd jesteś? Czekaj, przyniosę atlas.
Kruk pstryknęła palcami i przymknęła błękitne oczy. Nagle jedne z drzwi otworzyły się z hukiem, a do saloniku wleciała gruba, stara książka, otwierając się na jednej ze stron. Pochyliłam się nad pożółkłą stronicą i parsknęłam śmiechem.
- Coś nie tak? - dziewczyna zmarszczyła brwi. - Dałabym głowę, że to ta mapa...
- Tak. Patrz, masz tu Monarchię Austrio-węgierską - wskazałam. - Z 1918 roku. Widzisz?
- Rzeczywiście - dziewczyna zmarkotniała. - Jak to teraz wygląda?
- Zupełnie inaczej. Osobno Węgry, osobno Austria, jeszcze kilka innych państw. W 1918 była I Wojna Światowa - oznajmiłam z jako-taką dumą. Wyglądają na starszych, ale o historii to ja wiem więcej.
- Wojna... - wymamrotała Kruk. - Straszne. Ile było tych wojen?
- Dwie. Jedna straszniejsza od drugiej. Znaczy, światowe... - uzupełniłam. - Tych pomniejszych było bardzo dużo. Ale podczas tych dwóch ginęli ludzie na całym świecie - dopiero po chwili zrozumiałam, że nie powinnam tego mówić. Białowłosa wstała z dywany i pomknęła jak błyskawica do otwartego niedawno pokoju.
- To mamy problem - odezwała się Pazur, patrząc na mnie z naganą. - Biedna, interesuje się historią, a nienawidzi wojen. Co za ironia.
- Nie wiedziałam... iść do niej?
- Przejdzie jej - zabrał głos Przywódca. Patrzył się prosto na mnie, jego oczy zdawały się mnie hipnotyzować. Nie mogłam się ruszyć.
- Starczy - Narcyz klasnął w dłonie. Wzdrygnęłam się. - Gino, nie wiemy, w jakim celu tu przybyłaś i współczujemy, że zostałaś złapana. Belferka przydzieliła cię do tego budynku, a to jest jedyne mieszkanie, w którym można normalnie funkcjonować - machnął ręką, a drzwi do jednego z pokojów otworzyły się. - Lepiej odpocznij po podróży. My idziemy na ulicę.

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Srutututu, kolejny rozdział za nami. Boże, szkoła mnie wykończy. 3 konkursy w ciągu dwóch tygodni to trochę dużo, no nie? Mówi się trudno, mam kilka rozdziałów w zapasie, starczy.
Zamierzam reaktywować drugiego bloga, także uwaga xD. Jakoś się wyrobię.
No i pytanie:
- Są tu jacyś Herosi, o których nie wiem, że są Herosami? Do jakich domków należycie? XD
Miłego weekendu ;)

środa, 31 grudnia 2014

#34 Metropolia

Im dłużej szli, tym bardziej wydawało im się, że pomylili drogę. Wokół, jak okiem sięgnąć, roztaczało się morze gładkiego metalu, który dudnił pod ich stopami, gdy ostrożnie stawiali kroki. Idąc, nie napotkali żadnej żywej duszy, czy choćby zaprogramowanego stworzenia. Tylko bezkresna stal i pomarańczowe niebo.
- Może przez przypadek skręciliśmy? - zasugerował Ulrich, zwracając się do Jeremiego. Wojownik-Robot pokręcił przecząco głową.
- Nie... idziemy w dobrym kierunku - westchnął.
- Coś te peryferia są nieco większe, niż nam się wydawało - burknął Odd, opadając na cztery łapy. Sara spojrzała na niego ze zdziwieniem. - Tak jest szybciej - wyjaśnił z szelmowskim uśmiechem.
- Aha - odparła Iluzjonistka, spuszczając wzrok. - Przypomnijmy sobie wszystko, czego dowiedzieliśmy się do tej pory - zaproponowała, wysuwając się do przodu i odwracając się tyłem do linii horyzontu. - Yumi?
Japonka odetchnęła głęboko i przygryzła wargi. Ulrich poklepał ją zachęcająco po plecach.
- Moja mama - zaczęła niepewnie. - Jest członkinią Zarządu, który zniewolił Iluzjonistów...
- Ludzi o nadnaturalnych zdolnościach, mieszkających w trzech kulach tworzących Iluzjon: Niebieskiej, Czerwonej i Srebrnej - dokończył za nią Niemiec.
- Niebieska Kula jest podobna do Kartaginy - ożywiła się Aelita. - Zielona to inaczej Wielka Puszcza, która przypomina naturalne krainy naszego świata. Srebrna jest więzieniem Iluzjonistów i nosi nazwę: Metropolia.
- Zarząd stworzył Echa - kontynuowała Abigel. - Są to Iluzjoniści, bądź osoby półkrwi, które zostały zaprogramowane tak, by ślepo wykonywać rozkazy. Dwie pierwsze prototypy to Strażniczki, jednak testy przeprowadzane na nich nie udały się. Kolejna mieszka w siedzibie Zarządu - wyliczała. - ...który niedawno ogłaszał, że trwają prace nad ostatecznym Echo. No i są to osoby płci pięknej.
Odd podniósł się z ziemi i, stojąc już na dwóch łapach, zabrał głos:
- Nasz kochany X.A.N.A podzielił się na kilkoro nieposkromionych Poskromionych...
- Z których dwa stoją po naszej stronie...- wtrąciła Sara.
- ... Trzeci porwał Williama, a potrzebujemy znaleźć jeszcze Czwartego, by mieć Klucze do Iluzjonu...
- I zniszczyć Iluzjonistów lub Zarząd - zakończyła Yumi, krzyżując ramiona na piersi. - Chociaż wydaje mi się, że jest jeszcze Piąty Poskromiony, na usługach naszych wrogów. - widząc ciekawe spojrzenia przyjaciół, kontynuowała: - To Ostatni zaatakował Strażniczkę Zielonej Kuli, gdy u niej byłam. No i jeszcze jeden fakt: Strażniczki, czyli nieudane prototypy, oszukują Zarząd, twierdząc, że są na jego usługach i strzegą obu Kul. Dowodzą naszą akcją.
- To wszystko - stwierdziła Abigel, rzucając Sarze szybkie spojrzenie. Iluzjonistka nagle przystanęła, wskazując ręką kształty na linii horyzontu. Otworzyła szeroko oczy.
Daleko, za półprzezroczystym obłokiem mgły, zobaczyli pierwsze budynki Metropolii.

Wkraczając w chmurę okalającą miasto, Wojownicy złapali się za ręce, by nie stracić się z oczu. Mgła wydawała się gęstsza, niż wtedy, gdy dostrzegli niewyraźne zabudowania. Nie widzieli niczego, co znajdowałoby się kilkanaście centymetrów od ich oczu. Co chwila nawoływali siebie nawzajem.
- Jesteście wszyscy? Już niedaleko! Chyba widzę jakieś budynki... Matko, jaka ta mgła gęsta...
Po kilku minutach wyszli z obłoku, wdychając z ulgą na widok labiryntu szarych budowli.
- No, to pierwszy etap podróży za nami. Wypatrujcie najwyższego wieżowca. Pewnie będzie znacznie górował nad innymi blokami - oznajmił Jeremy. - Czemu się tak na mnie gapicie?
- Ja nie mogę... Jak to się stało? - parsknął Ulrich, patrząc na swoje odbicie w wybitej szybie.
Wyglądali zupełnie inaczej.
Po pierwsze: bardziej niż w Lyoko przypominali swoje prawdziwe postaci. Mieli naturalne rysy twarzy i gdyby nie stroje, pewnie uznaliby, że znajdują się na Ziemi, w wyjątkowo obskurnej dzielnicy ich miasta.
Aelita miała na sobie granatową pelerynę, fioletową tunikę, brązowe rybaczki i długie niebieskie rękawiczki. Na obu policzkach widniały pionowe kreski, biegnące od oczu i sięgające niemal podbródka. Różowe włosy zakryte były wielkim kapturem. Uśmiechnęła się, widząc, że posiada wielkie białe skrzydła przytwierdzone do pleców.
Yumi ubrana była w ciemnoczerwone kimono, przewiązane złotym pasem. Z tyłu, na plecach, schowane były jej dwa wachlarze. Dziewczyna wyciągnęła je i postanowiła trzymać je w pogotowiu, na wypadek ataku. Po lewej stronie twarzy miała średniej wielkości różowawe znamię w kształcie serca.
Ulrich zachował swój strój samuraja, jednak ubranie zmieniło barwę na ciemnozieloną, On również posiadał złoty pas, a jego szable były schowane w dwóch skrzyżowanych pochwach na plecach*. Kasztanowe włosy miał przewiązane szmaragdową wstążką, której końce powiewały za nim niczym szal.
Strój Odda był fioletowy: przewiązana w pasie tunika i wygodne legginsy. Chłopak zachował swoje atrybuty: wielkie, kocie uszy, łapy i długi ogon. Westchnął cicho,
- No, nie! Znowu ten idiotyczny kostium? - jęknął.
Stalowe ubranie Jeremiego wyglądało jak zbroja: na pozór metalowe, nie utrudniało chłopakowi ruchów. Zamiast suszarek jego dłonie zmieniły się w mechaniczne ręce robota, oprócz tego od nadgarstków po łokcie, na jego kostiumie umieszczone były kolorowe diody i przyciski. Okularnik zauważył, że jeśli wciśnie odpowiedni guzik, jego kończyny przekształcą się w przydatne urządzenia.
- Jest dla mnie nadzieja. Jeremy, wybawiłeś mnie od bycia jedynym klaunem w naszej grupie! - roześmiał się Odd, stukając palcem w zbroję przyjaciela.
Abigel jako jedyna nie podziwiała swojego nowego przebrania. Było jej wszystko jedno. Raz, może dwa, rzuciła okiem na swój wizerunek w stłuczonym szkle, przyglądając się uważnie jasnobłękitnym oczom i granatowym kwiatku wpiętym w ciemnokasztanowe włosy. Miała na sobie czarny golf i zwyczajne dżinsy. Poruszyła kruczymi skrzydłami u jej pleców - były ogromne, ich rozpiętość wynosiła zapewne cztery metry.
Yumi pociągnęła Ulricha za rękę i we dwoje podeszli do smutnej przyjaciółki.
- Strażniczki znajdą Ginę, zobaczysz - uśmiechnęła się Japonka. Węgierka skinęła głową bez przekonania, a wtedy czarnowłosa odeszła, patrząc na nią zatroskanym wzrokiem.
- Ta... wierzę w to - szepnęła, wodząc wzrokiem za Niemcem i jego przyjaciółką. 
Byli tacy szczęśliwi... a jednak smutni, stwierdziła w myślach, uważnie im się przyglądając. Wiedzą, że któreś z nich może z tej wyprawy nie wrócić. I wierzą, że obojgu się uda. 
Abigel usiadła na środku zakurzonej jezdni, przerzucając całą uwagę na szare budynki. Niektóre z nich miały naprawdę wymyślne kształty, jakby żywcem wyciągnięte z rysunków przedszkolaków na temat: "Moje miasto za 100 lat". Jednak  nie zdziwiła się, widząc blok w kształcie serca,  zbudowany z jakiegoś piaskowca, podtrzymujący się na kilkudziesięciu palach.
- Skoro mogą dosłownie wszystko, dlaczego zważają na prawa fizyki? - pomyślała na głos.
- Hę? To, hm, zastanawiające - odparł Jeremy, stojący najbliżej. Wzruszył ramionami. - Może po prostu tak lubią? Przecież kiedyś mieli kontakty z Ziemią, wiedzą, jak tam jest.
- Nie wydaje mi się - Abigel zmrużyła powieki. Okularnik jednak dołączył już do Sary i goniącego ją po jezdni Odda, biegnącego na czterech łapach.
- Oberwiesz za słodkiego kiciusia! - krzyczał Della Robbia.
Abigel uśmiechnęła się pod nosem.


~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Heloł :)

Z racji, że Nowy Rok zbliża się naprawdę Wielkimi krokami,Na 2015 życzę Wam, Drodzy LyokoFani:samych siódemek w szkołach,łatwego dostępu do opuszczonej fabryki,powodzenia z Superkomputerem ;),dostania się do Kadic (uczcie się francuskiego! XD)spotkania z Aelitą i resztą paczki,spełnienia najskrytszych marzeń.Niech X.A.N.A. ma się na baczności!Do zobaczenia w Lyoko!

White Raven ~ Lavionia

sobota, 27 grudnia 2014

#33 W paszczy lwa

Istnieją rzeczy, które noszą w sobie okruchy Wszechświatów.

Można sobie wmawiać, że istnieje droga do Kraju Oszustów - bo czym innym jest Iluzjon?
Można też zaryzykować i urzeczywistnić to, czego inni się obawiają. Bo rzeczywiście, jedyna prawdziwa droga do Iluzjonu rzeczywiście istnieje - ale nie tutaj.

Młoda Węgierka, znajdująca się właśnie w wewnętrznym Wszechświecie, gdzieś we wnętrzu wielkiego wirtualnego potwora, zdawała się dobrze o tym wiedzieć, umykając przed przyjaciółmi. W rzeczywistości nawet o tym nie pomyślała.
"To się wkopałam" - przemknęło jej przez myśl, gdy przemierzała wody bliźniaczego Cyfrowego Morza. "Szkoda, że nie mam dodatkowego kanistra z wirtualnym paliwem" - dodała, patrząc na wskaźnik energii. Miała nadzieję, że nie przyjdzie jej zginąć w tym dziwnym świecie, gdzie wszystko było tak nierzeczywiste i zakłamane. "Cholera" - zaklęła nagle w myślach, prawie przyciskając nos do przedniej szyby. "Po trzykroć... cholera...".
Gdzieś na horyzoncie ujrzała małą smugę, która wyraźnie zbliżała się do niej z niesamowitą prędkością. "Nie mówcie, że to William!". Nieznajoma kapsuła różniła się jednak od tych używanych przez X.A.N.Ę - po pierwsze, była niezwykle różowa. Po drugie... Gina zmrużyła oczy z niedowierzaniem.
W pojeździe znajdowała się Strażniczka.

Kobieta zbliżyła swoją machinę do kapsuły Giny, wyciągając ku niej metalowe macki, które owinęły się wokół pojazdu. Dziewczyna uniosła się w fotelu, by ujrzeć cokolwiek zza grubego, stalowego węża zasłaniającego jej przednią szybę. Coś we wnętrzu kabiny zatrzeszczało i z głośnika odezwał się radosny głos.
- No, kochaniutka, widzę, że się, delikatnie mówiąc, zagubiłaś? - zaszczebiotała Strażniczka do mikrofonu. - Nie martw się, złotko, już cię doprowadzam do Zielonej Kuli. Poczekasz sobie na przyjaciół. Tam byłaś przydzielona, prawda?
- No... - Gina zawahała się. - Tak, proszę pani.
- Mów mi Arkadia - kobieta roześmiała się. - Całe szczęście, że byłam w pobliżu. Widzisz? Co za zbieg okoliczności. My, Iluzjoniści, zawsze...
- Przepraszam, może się mylę, ale wydaje mi się, że pani...
- Zmieniamy imiona, droga...
- Jestem Gina.
- Droga Gino. Jak już wspomniałam, my, Iluzjoniści, jesteśmy pod ciągłym ostrzałem...
"Ona chyba nie gadała tak, gdy Yumi u niej była" - pomyślała Gina, wygodniej rozsiadając się w kapsule. Starała się nie zwracać uwagi na szczebiot Arkadii, rozmyślając nad reakcją przyjaciół na jej nieobecność. "Pewnie się zamartwiają". Miała nadzieję, że szybko powróci do swojego oddziału, by powiedzieć im o drugim, wygodniejszym przejściu do Iluzjonu. Ukołysana miarowym dudnieniem silnika Iluzjonistki, zapadła w wirtualny półsen.
- Droga Gino, kochaniutka, zadałam ci pytanie! - głos kobiety wyrwał ją z letargu.
- Przepraszam - dziewczyna potarła powieki. - Nie dosłyszałam.
- Pewnie jesteś zmęczona po podróży... - powiedziała Iluzjonistka ze zrozumieniem. - Już dobrze, zbliżamy się do naszej Kuli. Pytałam cię, czy nie widziałaś czegoś... niezwykłego po drodze. Wiesz, przeciwnicy zapewne zechcą nas zaatakować, gdy będziemy niemal pewne, że nic nam nie grozi.
- Ach... no, w sumie, było coś... dziwnego - przyznała Gina z wahaniem. "Dostałam się tu przez paszczę wielkiego stwora", chciała powiedzieć, jednak coś ją powstrzymało. - Nie mam pojęcia, jak się tu znalazłam. Jeremy mówił nam, że Iluzjon jest pod Cyfrowym Morzem, a przecież jesteśmy już niedaleko Zielonej Kuli. To naprawdę dziwne.
- Nie mam pojęcia, jak tu trafiłaś - wyznała Arkadia pogodnie. - Ale dobrze, że jesteś. Nie wiem, co byśmy zrobili, gdybyś zagubiła się w Internecie.
Gina jednak już jej nie słuchała, wpatrzona w trzy wielkie, metalowe kule, przypominające Lyoko. "Niebieska, Zielona i Srebrna, zgadza się" - przemknęło jej przez myśl. "I pomyśleć, że szukałam ich tyle czasu, a teraz...".
- Hej, gdzie lecimy? - zapytała, gdy kapsuła nagle skręciła i popłynęła w kierunku metalowej budowli. - Zielona Kula jest...
- Ach, muszę coś zobaczyć - mruknęła Strażniczka i dodała: - Zaraz wracamy do Puszczy. Daj mi kilka minutek!
W parę sekund rozwinęła niezłą prędkość, nadal zbliżając się do srebrnego świata.
- Niech pani skręca! - pisnęła Gina, ze strachem wyglądając przez szybę.
Zamiast wyhamować i skręcić przed gładką ścianą kuli, złączone kapsuły niczym dwa pociski poszybowały w jej stronę. Dziewczyna zacisnęła powieki i zakryła dłońmi wirtualną twarz. Błysnęło oślepiające światło, a gdy Gina zdobyła się na otwarcie oczu, ujrzała pod sobą na wpół zawalone, szare budynki, ciągnące się aż po horyzont.
- Metropolia, szczątki dawnej kultury i historii Iluzjonistów - oznajmiła Arkadia pozbawionym emocji głosem. Nastolatka zdziwiła się, widząc, że miasto wygląda, jakby zostało zbudowane na Ziemi, a nie w wirtualnym świecie. Było zaskakująco prawdziwe. - Teraz więzienie dla moich rodaków i siedziba knowań Zarządu. No i nasz ostatni przystanek.
Gina dopiero teraz spostrzegła, że z każdą chwilą tracą wysokość - szybowały teraz tuż nad dachami bloków, zbliżając się do solidnego, ogromnego budynku znajdującego się kilkaset metrów przed nimi.
Więzienie
Litery były wyblakłe, jednak dziewczyna bez trudu odczytała napis koloru zakrzepłej krwi. Dopiero teraz dostrzegła kraty w oknach budynków i zamarła z wrażenia. 
Rzeczywiście, całe to miasto było Więzieniem.
Kobieta wylądowała na dziedzińcu przed ogromnym budynkiem i wysiadła ze swojej kapsuły. Gina nie poruszyła się, sparaliżowana nagłym strachem. Widząc jej wahanie, Strażniczka przymknęła powieki i uniosła ramiona, podrywając oba pojazdy siłą woli i wznosząc je na wysokość szóstego  piętra. Gdy zacisnęła pięści, okna kapsuły Giny pękły, jakby pod naporem ogromnej,  niewidzialnej ręki, ściany pojazdu wygięły się, prawie miażdżąc znajdującą się w środku nastolatkę. Szybkim ruchem ręki kobieta rozerwała kapsułę na dwie połowy. Gina zaczęła spadać, zduszając pisk i nagle poczuła, że zatrzymuje się w powietrzu. Strażniczka wykorzystała telekinezę, by wywabić ją na zewnątrz i zawiesiła ją w pustce na wysokości pięciu metrów.
- Teraz roztrzaskałaś się o ziemię - powiedziała kobieta. - A ja idę zameldować Zarządowi, że tu jesteś.
Zagwizdała cicho, a zza zakrętów wyskoczyło łącznie kilkunastu umundurowanych Iluzjonistów i ustawiło się wokół wiszącej w powietrzu wstrząśniętej dziewczyny. Wtedy Strażniczka wykonała nieznaczny ruch ręką, a Węgierka upadła w ramiona jednego z żołnierzy. Mimochodem spostrzegła, że jego oczy są wielkie i fiołkowe, ale puste, niczym u marionetki. Zadrżała.
- Upadłaś i roztrzaskałaś się o ziemię, pamiętaj - Ginie wydawało się, że Arkadia bredzi od rzeczy.

W trakcie marszu dziewczyna odwróciła się kilka razy, ciągnięta przez Iluzjonistów. Spostrzegła mroczną postać, rozmawiającą ze Strażniczką. "To moja wyobraźnia" - potrząsnęła głową, próbując pozbyć się wizerunku sylwetki Williama, stojącego kilkanaście metrów od niej.

~~~~~
Powrót - niezbyt widowiskowy, ale zawsze powrót. Zmieniłam nazwę użytkownika, ale fabuła pozostanie bez zmian.
No, dobra, inaczej:
Zaktualizuję zakładkę z rozdziałami: ten rozdział rozpoczął nową serię, wydarzenia będą rozgrywały się w trzech kulach, siedzibie Zarządu i w Kadic. Lyoko też pojawi się parę razy, nie martwcie się xD
Do zobaczenia, mam nadzieję, że jeszcze mnie pamiętacie ;)
~~WhiteRaven, czyli Lavionia

sobota, 11 października 2014

#32 Srebrna Kula

Odd, Ulrich, Jeremy, Aelita, Yumi, Sara i Abigel stanęli na metalowej powierzchni. Wokół nich, jak okiem sięgnąć, roztaczało się srebrne, połyskujące morze.
- Jeremy... to chyba nie tutaj - szepnęła Aelita, podchodząc do przyjaciela.  Blondyn pokręcił głową.
- To tutaj. Patrz!
Z oddali zbliżały się do nich dwie skulone sylwetki. Aelita dostrzegła ich piękne suknie, teraz pokryte czymś w rodzaju błyszczącego kurzu. Jedna z postaci była ubrana na różowo, druga na niebiesko.  W prawych rękach dzierżyły małe, złote berła.
- To Strażniczki - poinformowała ich Yumi, wysuwając się do przodu. Iluzjonistki biegły niewyobrażalnie szybko. Już po chwili przed wojownikami stały dwie połyskujące postacie.  Zielonookiej wydawały się niezbyt realne. Japonka zmarszczyła brwi.
- Dzień... dobry! - zawahała się.  - To moi przyjaciele. Przybyliśmy, by wam pomóc, tak jak obiecaliśmy.
Niebieska zlustrowała ich spojrzeniem.
- Brakuje jednej - stwierdziła.
Abigel niespokojnie rozejrzała się i wbiła wzrok w towarzyszy.
- Gina... nie przedostała się!
Odd pokręcił głową.
- Pewnie zajął się nią ten potwór - mruknął ponuro. Abigel pisnęła i usiadła na ziemi. Sara pokręciła głową i karcąco spojrzała na blondyna, który tylko wzruszył ramionami. Usiadła obok przyjaciółki i objęła ją.
- Spokojnie, nic jej nie będzie. Po powrocie wymyślimy, jak ją przywrócić.  Teraz  mamy zadanie do wykonania.
Dziewczyna skinęła głową, ale nie wstała. Strażniczka kontynuowała:
- Waszym zadaniem będzie znalezienie kluczy w obydwu Kulach. Mają kształt oka XANY i znajdują się w najmniej dostępnych miejscach na mapie. Prowadzi do nich najeżona pułapkami droga, ale ufam, że sobie poradzicie. Otrzymacie od nas komunikatory oraz mapy,  po jednej na grupę.
- Mam pytanie! - przerwał jej Odd. - Po co to robimy? Nie fajniej byłoby rozwalić superkompa, jak za dawnych czasów?
- Nie! - wykrzyknęła Różowa. - Żartujesz sobie....?! Zniszczysz i nas, i Metropolię, i... - ugryzła się w język. - Nie, musicie znaleźć klucz. Dzięki niemu zerwiecie połączenie między Iluzjonem, a superkomputerami.
- Iluzjon nie zniknie? - zdziwiła się Aelita.
- Nie - wyjaśniła kobieta. - Iluzjoniści podtrzymają trzy Kule w Cyfrowym Morzu. Tutaj wybudują nowy komputer kwantowy.
Jeremy pokiwał głową w zamyśleniu. Trochę go to przerażało. Zwrócił się do Iluzjonistek.
- Gdzie właściwie jesteśmy?
Niebieska Strażniczka pospieszyła z wyjaśnieniem:
- Na peryferiach Srebrnej Kuli. Musiałyśmy was sprowadzić tutaj, bo w Metropolii szybko by nas złapano. Reszta załogi czeka pod najwyższym budynkiem w mieście. Traficie sami, my nie możemy  wchodzić na teren więzienia Iluzjonistów - posmutniała. - Tam też podzielicie się według wcześniejszych ustaleń. No, to do roboty. Yumi? - znacząco spojrzała na Japonkę, która do tej pory stała ze skrzyżowanymi ramionami. - Coś się stało? Mamy wieści od twojej mamy... państwo Ishiyama są w dobrej komitywie z szefem Zarządu. Mają okrutne plany co do Iluzjonu. Musimy działać szybko.
Czarnowłosa przygryzła wargę i obróciła się tyłem do Iluzjonistek. Moja mama? Niemożliwe, przecież jestem jej córką... Chyba nie chce mnie zabić?
Ulrich objął ją ramieniem.
- Będzie dobrze, Strażniczki dobrze to zorganizowały, zobaczysz, niedługo się spotkamy... - szepnął, uważając na czujne uszy Iluzjonistek.
Nie wierzę Iluzjonistkom - pomyślała Yumi, dziwiąc się swoim nowym uczuciom. Skoro nie ufała swoim przewodniczkom, jak poradzi sobie w tej pokręconej przygodzie? Dziewczyna przytuliła się do przyjaciela.
- Wiesz, niezbyt wierzę w powodzenie tej misji - wyznała.
Szatyn pokręcił głową w zamyśleniu.
- Będzie dobrze - powiedział, ale jego głos nie brzmiał zbyt wiarygodnie. Yumi odsunęła się od niego i spojrzała na przyjaciół. Wszyscy, co do jednego, patrzyli w ich stronę. 
Kurczę, zapomniałam im powiedzieć.
Odd uśmiechnął się łobuzersko i wybuchnął śmiechem.
- Ulumi! - wykrztusił. Spojrzeliśmy na niego zaniepokojeni.  - Nie kapujecie? Ulrich - Yumi. Ulumi!
Ulrich uśmiechnął się z zażenowaniem.
- Idiota - mruknęła Japonka i zmarszczyła brwi. Poczuła, jak oblewa się rumieńcem i wbiła wzrok w szarą ziemię, pozwalając krótkim włosom opaść na twarz.
Wyraźnie znudzone Strażniczki niecierpliwie przywołały ich machnięciem ręki.
- Więc jak, decydujecie się? Równie dobrze możecie tu zostać i poczekać na Zarząd...
Aelita jako pierwsza wyciągnęła dłoń przed siebie i znacząco spojrzała na przyjaciół.
- Wchodzę w to - powiedziała cicho. Odd położył wielką łapę na jej palcach.
- Miau! - roześmiał się.
Jeremy przyłączył się, używając suszarko-podobnej dłoni. Abigel bez wahania przyłączyła się do trojga Wojowników, a Sara ochoczo poszła w jej ślady. Po raz kolejny wzrok gimnazjalistów spoczął da Ulrichu i Yumi. Przyjaciele spojrzeli sobie w oczy. Niemiec wziął młodą Ishiyamę za rękę i położył ich dłonie na czubku piramidy.
- Idziemy - mruknęła Japonka ponuro. Strażniczka uśmiechnęła się.
- A zatem w drogę, młodzieży. Czeka was długi marsz do Metropolii. Idźcie przed siebie i nie zmieniajcie kierunku. Do zobaczenia w Kulach!
Po czym obie postaci rozsypały się  w drobny mak.
- Wiedziałam, że to hologramy - oznajmiła przyjaciołom różowo-włosa. 
Wojownicy Lyoko zgodnie wyruszyli przed siebie, zostawiając za sobą niknący w oddali kształt statku. 

~~~~~~~~~
Ta daam ;)
Przedstawiam Wam 32 rozdział i po raz kolejny przepraszam Was za jego jakość :( Muszę ćwiczyć pisanie, a ten blog to chyba najbardziej odpowiedni sposób xD
Mam wątpliwości co do fabuły - owszem, mam już pomysł na zakończenie, ale... dotychczas notki pisałam spontanicznie, bez planu. Może gdy zaplanuję "co będzie dalej", łatwiej będzie mi podejść do kolejnego rozdziału.
Do zobaczeenia ;)

PS Dziękuję Wam za odnalezienie błędu ;)