sobota, 24 stycznia 2015

#36 Najwyższy budynek w Mieście

Wiatr we włosach i podmuch chłodnego powietrza, niepachnącego spalinami i dymem... Abigel od razu poczuła się lepiej, zrównując wysokość z szybującą w przestworzach Aelitą.
Chwilę wcześniej Jeremy (tymczasowy przywódca ich wyprawy) nakazał im wzbić się nad bloki i poszukać najwyższego budynku w Metropolii. Jako jedyne miały skrzydła, więc tylko one nadawały się do tego zadania.
- To miasto jest za wielkie! - zielonooka starała się przekrzyczeć szum wiatru. Leciały dobre pięć metrów od siebie, by móc swobodnie latać, bez ryzyka kolizji i nie przeszkadzać sobie skrzydłami.
- Musi być widoczny z daleka, inaczej nie wyznaczyliby tam miejsca spotkania! - odkrzyknęła Węgierka, przyspieszając.
Nawet stalowa pustynia, po której wcześniej szli, była jedynie piaskownicą w porównaniu z ogromem Metropolii. Szare budynki ciągnęły się aż po horyzont. Abigel spostrzegła, że są niemal równej wielkości, a im dłużej leciały, tym ich kształty stawały się mniej oryginalne - w pewnym momencie pod sobą miały istne morze burych prostopadłościanów. Jedynymi kolorowymi plamami były liczne róże wiatrów, wyróżniające się na tle monotonnej szarości.
- Tam. Patrz! - Aelita drżącą ręką wskazała jakiś kształt majaczący na horyzoncie. Szklany szpic wyraźnie górował nad innymi budowlami, połyskując niczym ogromna latarnia. Błękitne światło przebijało się przez opary mgły spowijającej najwyższy budynek w mieście.
- Jak my się tam dostaniemy? - jęknęła Abigel, zgrabnie zatrzymując się w powietrzu tuż przed brudnoszarym obłokiem. Coś podpowiadało jej, że nie powinna dalej lecieć.
- Mam pomysł - Aelita pstryknęła palcami. - Wylądujmy na jednym z dachów, musimy odpocząć. Oby tylko reszta nie wyruszyła bez nas.
- Też mam taką nadzieję - westchnęła Węgierka, odwracając się od ściany mgły. - Wiesz, wydają mi się zbyt zdesperowani, żeby czekać kolejnych kilka godzin. Istnieje spora szansa, że uda nam się jakoś dolecieć do obrzeży miasta. Ten budynek znajduje się w centrum Metropolii, zresztą wystarczy, że spojrzymy na róże wiatrów. W jakim kierunku leciałyśmy?
- Zachód - padła odpowiedź. - Masz rację, nie marnujmy czasu. Ścigamy się?
- Możemy - Abigel wzruszyła ramionami i poleciała, nie czekając na przyjaciółkę.


Gdy wreszcie dotarły do tymczasowego obozu Wojowników, prawie opadły z sił. Aelita niezgrabnie wylądowała przed zaniepokojonymi przyjaciółmi,  od razu padła na kolana i przewróciła się na plecy, dysząc ciężko. Abigel zignorowała zmęczenie i  stanęła przed Jeremym, krzyżując ramiona.
- Gdzie wyście były? - zapytał okularnik z naganą w głosie.
- Daj spokój. To miasto jest ogromne - wtrąciła się Yumi, patrząc wyczekująco na przyjaciółkę. - Prawda?
- Trzy godziny lotu - odparła po chwili namysłu Abigel. - Czyli z sześć, jeśli pójdziemy na pieszo.
- Jak inaczej? - zadumał się nastolatek, siadając na chodniku. - Nic to. Musimy tu przenocować, nie mamy wyjścia. Wyruszymy z rana.
- Z pustymi brzuchami? - jęknął Odd, obrzucając Jeremiego błagalnym spojrzeniem.
- Co zamierzasz jeść? Płyty chodnikowe?
Fioletowy kot westchnął i poszedł na trawnik, by zwinąć się w kłębek nieopodal rozmawiających ściszonymi głosami Wojowników. Tymczasem Aelita podniosła się z ziemi i powoli podreptała do Belpois'a i ciemnowłosej. Potarła oczy dłońmi i ziewnęła przeciągle.
- Ci Iluzjoniści są nienormalni - wymamrotała, rzucając szybkie spojrzenie Sarze i upewniając się, że dziewczyna nie może ich usłyszeć.
- Miejmy nadzieję, że wiedzą, co robią. Skoro w Metropolii więzią Iluzjonistów, jest niemal pewne, że po drodze napotkamy jakieś patrole. Nawet nie powiedzieli nam o zagrożeniach! - syknął Jeremy, kręcąc głową. - Dobra, znajdźcie sobie jakieś miejsce, musicie się wyspać przed podróżą.
- A ty? - zaniepokoiła się Aelita.
- Nasz przywódca zapomniał, jak się śpi, nie martw się o niego - uśmiechnęła się Japonka, obejmując różowo-włosą ramieniem i popychając ją delikatnie w kierunku trawnika, gdzie ułożyła się już większość załogi. Następnie wróciła do przyjaciela, spoglądając na niego z troską.
- Naprawdę nie zamierzasz spać? - zapytała nagle Yumi, niemal niedosłyszalnym szeptem.
- Nie - Jeremy skrzyżował ramiona. - Przynajmniej nie całą noc. Ktoś musi pilnować okolicy.
- Wymieńmy się po, eee... północy, okej? - Ulrich machnął ręką w stronę wielkiej, srebrnej kuli wynurzającej się zza horyzontu. - Gdy księżyc będzie w tym, no, zenicie.
Abigel także spojrzała na srebrny glob, rozkładając czarne skrzydła i kładąc się na nich jak na materacu z piór. Mimowolnie zadrżała - nawet w bardziej realnym od Lyoko Iluzjonie, księżyc nadal wyglądał jak przerobiony cyfrowo, niedopracowany obraz.

~~~~~~~~~~~~~~
Hello!
Jest tam kto?
Postanowiłam tymczasowo "przenieść' akcję do Kadic, za kilka rozdziałów. Tak więc opowiadanie o"Kod Lyoko", będzie jednak miało w sobie elementy Lyoko. I całe szczęście, bo już sama nie wiem, co robię.
Jak tam, oceny na koniec półrocza? Zdruzgotani? Niezadowoleni? A może zupełnie odwrotnie?
Ja tam jestem zadowolona.
Pozdrawiam!

sobota, 10 stycznia 2015

#35 Iluzjoniści

Perspektywa Giny

Zaprowadzili mnie do jednego z budynków znajdujących się po zachodniej stronie Więzienia. Skąd to wiem? Co chwila napotykaliśmy się na malowane na jezdniach gwiazdy kierunków. Nie tylko na ulicach: drogowskazy i strzałki stały na piedestałach niczym pomniki, wisiały obok połamanych szyldów starych sklepików, zostały wstawione w dziury ziejące w oknach opuszczonych budowli.
Dlaczego, u licha, ci ludzie mieli taką obsesję na punkcie kierunków?
Po mojej lewej stronie szedł fiołkowo-oki szatyn, ten sam, który złapał mnie, gdy wisiałam kilka metrów nad ziemią. Mocno chwycił moje ramię, nie zważając na  jęki w stylu:
- Zostaw, połamiesz mi kości. Nie przydam się, jeśli będę kaleką! Puszczaj!
Z każdym moim okrzykiem zacieśniał uścisk, więc po jakimś czasie przestałam narzekać. Wydawało mi się, że on jest tu najmłodszy - pozostali byli dużo wyżsi i silniejsi. Ale mogę się mylić, w końcu nawet Strażniczka raz była dziewczynką, to znowu starszą panią. Dziwne, gdy zabierała mnie do Metropolii, wyglądała na dwudziestolatkę, tymczasem jej głos... mógł należeć do staruszki, jak i do dziecka. Później się tym zainteresuję - postanowiłam, przyglądając się pozostałym Więźniom.
Z mojej prawej strony szedł chudy i wysoki brunet, wyglądem przypominający Williama. Różnice od razu rzucała się w oczy - Dunbar miał sylwetkę sportowca, poza tym, jak ten dureń się tu dostał? Nie jest Iluzjonistą, przecież widziałam go kilka godzin temu, gdy rozmawiał z Arkadią...
Pozostali naciągnęli na głowy wielkie kaptury, więc nie widziałam ich twarzy. Idący z przodu narzucili szybkie tempo, więc co jakiś czas musiałam truchtać, by za nimi nadążyć.
Kolejne spostrzeżenie: W Iluzjonie oddychamy jak normalni ludzie - powietrze pachnie spalinami.
Po kilkudziesięciu minutach marszu dołączyły do nas dwie Iluzjonistki. Szły jako pierwsze, więc nie zobaczyłam dokładnie, jak wyglądają. Jedna z nich miała rozpuszczone, białe włosy, druga dwie fioletowe kitki sięgające do połowy pleców. Ubrane były podobnie, jak mężczyźni: nosiły bure mundury, zauważyłam, że ich kieszenie są wypchane, jakby Iluzjonistki chowały w nich pistolety.
Nagle fiołkowo-oki pociągnął mnie do klatki jakiegoś na wpół zawalonego bloku. Oprócz nas, z grupy Iluzjonistów wystąpiły dwie dziewczyny i ponury brunet, którego wzięłam za Williama. Pozostali pomaszerowali dalej, do innych budynków.
Niski szatyn otworzył drzwi i wpuścił dziewczęta przodem. Następnie wepchnął mnie do środka i zaprowadził na parter. Przez cały czas czułam na karku jego oddech. To Iluzjoniści oddychają? - sama nie wiem, dlaczego akurat to mnie zdziwiło.
Czarnowłosy zamknął za nami drzwi i zaryglował je płaską deską. Mieszkanie, mimo wszystko, było nieźle urządzone - popękane w kilku miejscach ściany pomalowane zostały na zielono, czerwony dywan przykrywał drewnianą podłogę. W pomieszczeniu stała ogromna szafa i nie mniejsza komoda na książki oraz wytarta, żółta sofa. Naliczyłam pięć drzwi.
- Możesz usiąść - oznajmił chłodnym tonem brunet, wskazując głową na kanapę. W jego stalowych oczach ujrzałam niemy rozkaz, więc posłusznie podreptałam w stronę sofy. Była zaskakująco wygodna.
Dziewczęta zniknęły w innym pokoju, który okazał się kuchnią - wyniosły z niej dwie tace  jedzeniem i szklankami z pomarańczowym płynem i położyły je na podłodze.
- Bon apetit - powiedziała białowłosa, klękając na dywanie. Druga dziewczyna skinęła na mnie.
- Przyłącz się - zaproponowała łagodnym głosem. Z wahaniem usiadłam koło nich i sięgnęłam po jedną z kanapek z wędliną.
- Nie jesteś stąd - stwierdził fioletowo-oki, pałaszując ogromnego pączka i  popijając go sokiem. - Przybyłaś z Belferką.
- Belferką? - zdziwiłam się. - Tak mówicie na Strażniczkę Zielonej Kuli... Dlaczego?
- Chciała nas nauczać - pospieszyła z wyjaśnieniem białowłosa. - Pragnęła otworzyć szkołę i uczyć Iluzjonistów panowania nad umiejętnościami. Zamiast tego została Echo i posłali ją do Puszczy. Mówi się trudno.
- Aha... a jak nazywacie tę drugą?
- Skalniak - odparła bez zająknięcia. Parsknęłam.
- Nie mówisz serio.
- Dlaczego nie? Jest sztywna i prawie nic nie robi, tylko wspina się na ściany... - szatyn zawahał się. - Tak mówią. Wiesz, propaganda i takie tam.
- Rozumiem - odchrząknęłam. - Jestem Gina.
- Biały Kruk - oznajmiła bardziej rozmowna z dziewcząt. - To jest Fiołkowy Narcyz - wskazała na chłopaka. - Moja siostra nazywa się Fioletowy Pazur, a ten gbur to Znienawidzony Przywódca. Ale nazywaj nas, jak chcesz - wzruszyła ramionami, sięgając po jabłko. - Skąd jesteś? Czekaj, przyniosę atlas.
Kruk pstryknęła palcami i przymknęła błękitne oczy. Nagle jedne z drzwi otworzyły się z hukiem, a do saloniku wleciała gruba, stara książka, otwierając się na jednej ze stron. Pochyliłam się nad pożółkłą stronicą i parsknęłam śmiechem.
- Coś nie tak? - dziewczyna zmarszczyła brwi. - Dałabym głowę, że to ta mapa...
- Tak. Patrz, masz tu Monarchię Austrio-węgierską - wskazałam. - Z 1918 roku. Widzisz?
- Rzeczywiście - dziewczyna zmarkotniała. - Jak to teraz wygląda?
- Zupełnie inaczej. Osobno Węgry, osobno Austria, jeszcze kilka innych państw. W 1918 była I Wojna Światowa - oznajmiłam z jako-taką dumą. Wyglądają na starszych, ale o historii to ja wiem więcej.
- Wojna... - wymamrotała Kruk. - Straszne. Ile było tych wojen?
- Dwie. Jedna straszniejsza od drugiej. Znaczy, światowe... - uzupełniłam. - Tych pomniejszych było bardzo dużo. Ale podczas tych dwóch ginęli ludzie na całym świecie - dopiero po chwili zrozumiałam, że nie powinnam tego mówić. Białowłosa wstała z dywany i pomknęła jak błyskawica do otwartego niedawno pokoju.
- To mamy problem - odezwała się Pazur, patrząc na mnie z naganą. - Biedna, interesuje się historią, a nienawidzi wojen. Co za ironia.
- Nie wiedziałam... iść do niej?
- Przejdzie jej - zabrał głos Przywódca. Patrzył się prosto na mnie, jego oczy zdawały się mnie hipnotyzować. Nie mogłam się ruszyć.
- Starczy - Narcyz klasnął w dłonie. Wzdrygnęłam się. - Gino, nie wiemy, w jakim celu tu przybyłaś i współczujemy, że zostałaś złapana. Belferka przydzieliła cię do tego budynku, a to jest jedyne mieszkanie, w którym można normalnie funkcjonować - machnął ręką, a drzwi do jednego z pokojów otworzyły się. - Lepiej odpocznij po podróży. My idziemy na ulicę.

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Srutututu, kolejny rozdział za nami. Boże, szkoła mnie wykończy. 3 konkursy w ciągu dwóch tygodni to trochę dużo, no nie? Mówi się trudno, mam kilka rozdziałów w zapasie, starczy.
Zamierzam reaktywować drugiego bloga, także uwaga xD. Jakoś się wyrobię.
No i pytanie:
- Są tu jacyś Herosi, o których nie wiem, że są Herosami? Do jakich domków należycie? XD
Miłego weekendu ;)

środa, 31 grudnia 2014

#34 Metropolia

Im dłużej szli, tym bardziej wydawało im się, że pomylili drogę. Wokół, jak okiem sięgnąć, roztaczało się morze gładkiego metalu, który dudnił pod ich stopami, gdy ostrożnie stawiali kroki. Idąc, nie napotkali żadnej żywej duszy, czy choćby zaprogramowanego stworzenia. Tylko bezkresna stal i pomarańczowe niebo.
- Może przez przypadek skręciliśmy? - zasugerował Ulrich, zwracając się do Jeremiego. Wojownik-Robot pokręcił przecząco głową.
- Nie... idziemy w dobrym kierunku - westchnął.
- Coś te peryferia są nieco większe, niż nam się wydawało - burknął Odd, opadając na cztery łapy. Sara spojrzała na niego ze zdziwieniem. - Tak jest szybciej - wyjaśnił z szelmowskim uśmiechem.
- Aha - odparła Iluzjonistka, spuszczając wzrok. - Przypomnijmy sobie wszystko, czego dowiedzieliśmy się do tej pory - zaproponowała, wysuwając się do przodu i odwracając się tyłem do linii horyzontu. - Yumi?
Japonka odetchnęła głęboko i przygryzła wargi. Ulrich poklepał ją zachęcająco po plecach.
- Moja mama - zaczęła niepewnie. - Jest członkinią Zarządu, który zniewolił Iluzjonistów...
- Ludzi o nadnaturalnych zdolnościach, mieszkających w trzech kulach tworzących Iluzjon: Niebieskiej, Czerwonej i Srebrnej - dokończył za nią Niemiec.
- Niebieska Kula jest podobna do Kartaginy - ożywiła się Aelita. - Zielona to inaczej Wielka Puszcza, która przypomina naturalne krainy naszego świata. Srebrna jest więzieniem Iluzjonistów i nosi nazwę: Metropolia.
- Zarząd stworzył Echa - kontynuowała Abigel. - Są to Iluzjoniści, bądź osoby półkrwi, które zostały zaprogramowane tak, by ślepo wykonywać rozkazy. Dwie pierwsze prototypy to Strażniczki, jednak testy przeprowadzane na nich nie udały się. Kolejna mieszka w siedzibie Zarządu - wyliczała. - ...który niedawno ogłaszał, że trwają prace nad ostatecznym Echo. No i są to osoby płci pięknej.
Odd podniósł się z ziemi i, stojąc już na dwóch łapach, zabrał głos:
- Nasz kochany X.A.N.A podzielił się na kilkoro nieposkromionych Poskromionych...
- Z których dwa stoją po naszej stronie...- wtrąciła Sara.
- ... Trzeci porwał Williama, a potrzebujemy znaleźć jeszcze Czwartego, by mieć Klucze do Iluzjonu...
- I zniszczyć Iluzjonistów lub Zarząd - zakończyła Yumi, krzyżując ramiona na piersi. - Chociaż wydaje mi się, że jest jeszcze Piąty Poskromiony, na usługach naszych wrogów. - widząc ciekawe spojrzenia przyjaciół, kontynuowała: - To Ostatni zaatakował Strażniczkę Zielonej Kuli, gdy u niej byłam. No i jeszcze jeden fakt: Strażniczki, czyli nieudane prototypy, oszukują Zarząd, twierdząc, że są na jego usługach i strzegą obu Kul. Dowodzą naszą akcją.
- To wszystko - stwierdziła Abigel, rzucając Sarze szybkie spojrzenie. Iluzjonistka nagle przystanęła, wskazując ręką kształty na linii horyzontu. Otworzyła szeroko oczy.
Daleko, za półprzezroczystym obłokiem mgły, zobaczyli pierwsze budynki Metropolii.

Wkraczając w chmurę okalającą miasto, Wojownicy złapali się za ręce, by nie stracić się z oczu. Mgła wydawała się gęstsza, niż wtedy, gdy dostrzegli niewyraźne zabudowania. Nie widzieli niczego, co znajdowałoby się kilkanaście centymetrów od ich oczu. Co chwila nawoływali siebie nawzajem.
- Jesteście wszyscy? Już niedaleko! Chyba widzę jakieś budynki... Matko, jaka ta mgła gęsta...
Po kilku minutach wyszli z obłoku, wdychając z ulgą na widok labiryntu szarych budowli.
- No, to pierwszy etap podróży za nami. Wypatrujcie najwyższego wieżowca. Pewnie będzie znacznie górował nad innymi blokami - oznajmił Jeremy. - Czemu się tak na mnie gapicie?
- Ja nie mogę... Jak to się stało? - parsknął Ulrich, patrząc na swoje odbicie w wybitej szybie.
Wyglądali zupełnie inaczej.
Po pierwsze: bardziej niż w Lyoko przypominali swoje prawdziwe postaci. Mieli naturalne rysy twarzy i gdyby nie stroje, pewnie uznaliby, że znajdują się na Ziemi, w wyjątkowo obskurnej dzielnicy ich miasta.
Aelita miała na sobie granatową pelerynę, fioletową tunikę, brązowe rybaczki i długie niebieskie rękawiczki. Na obu policzkach widniały pionowe kreski, biegnące od oczu i sięgające niemal podbródka. Różowe włosy zakryte były wielkim kapturem. Uśmiechnęła się, widząc, że posiada wielkie białe skrzydła przytwierdzone do pleców.
Yumi ubrana była w ciemnoczerwone kimono, przewiązane złotym pasem. Z tyłu, na plecach, schowane były jej dwa wachlarze. Dziewczyna wyciągnęła je i postanowiła trzymać je w pogotowiu, na wypadek ataku. Po lewej stronie twarzy miała średniej wielkości różowawe znamię w kształcie serca.
Ulrich zachował swój strój samuraja, jednak ubranie zmieniło barwę na ciemnozieloną, On również posiadał złoty pas, a jego szable były schowane w dwóch skrzyżowanych pochwach na plecach*. Kasztanowe włosy miał przewiązane szmaragdową wstążką, której końce powiewały za nim niczym szal.
Strój Odda był fioletowy: przewiązana w pasie tunika i wygodne legginsy. Chłopak zachował swoje atrybuty: wielkie, kocie uszy, łapy i długi ogon. Westchnął cicho,
- No, nie! Znowu ten idiotyczny kostium? - jęknął.
Stalowe ubranie Jeremiego wyglądało jak zbroja: na pozór metalowe, nie utrudniało chłopakowi ruchów. Zamiast suszarek jego dłonie zmieniły się w mechaniczne ręce robota, oprócz tego od nadgarstków po łokcie, na jego kostiumie umieszczone były kolorowe diody i przyciski. Okularnik zauważył, że jeśli wciśnie odpowiedni guzik, jego kończyny przekształcą się w przydatne urządzenia.
- Jest dla mnie nadzieja. Jeremy, wybawiłeś mnie od bycia jedynym klaunem w naszej grupie! - roześmiał się Odd, stukając palcem w zbroję przyjaciela.
Abigel jako jedyna nie podziwiała swojego nowego przebrania. Było jej wszystko jedno. Raz, może dwa, rzuciła okiem na swój wizerunek w stłuczonym szkle, przyglądając się uważnie jasnobłękitnym oczom i granatowym kwiatku wpiętym w ciemnokasztanowe włosy. Miała na sobie czarny golf i zwyczajne dżinsy. Poruszyła kruczymi skrzydłami u jej pleców - były ogromne, ich rozpiętość wynosiła zapewne cztery metry.
Yumi pociągnęła Ulricha za rękę i we dwoje podeszli do smutnej przyjaciółki.
- Strażniczki znajdą Ginę, zobaczysz - uśmiechnęła się Japonka. Węgierka skinęła głową bez przekonania, a wtedy czarnowłosa odeszła, patrząc na nią zatroskanym wzrokiem.
- Ta... wierzę w to - szepnęła, wodząc wzrokiem za Niemcem i jego przyjaciółką. 
Byli tacy szczęśliwi... a jednak smutni, stwierdziła w myślach, uważnie im się przyglądając. Wiedzą, że któreś z nich może z tej wyprawy nie wrócić. I wierzą, że obojgu się uda. 
Abigel usiadła na środku zakurzonej jezdni, przerzucając całą uwagę na szare budynki. Niektóre z nich miały naprawdę wymyślne kształty, jakby żywcem wyciągnięte z rysunków przedszkolaków na temat: "Moje miasto za 100 lat". Jednak  nie zdziwiła się, widząc blok w kształcie serca,  zbudowany z jakiegoś piaskowca, podtrzymujący się na kilkudziesięciu palach.
- Skoro mogą dosłownie wszystko, dlaczego zważają na prawa fizyki? - pomyślała na głos.
- Hę? To, hm, zastanawiające - odparł Jeremy, stojący najbliżej. Wzruszył ramionami. - Może po prostu tak lubią? Przecież kiedyś mieli kontakty z Ziemią, wiedzą, jak tam jest.
- Nie wydaje mi się - Abigel zmrużyła powieki. Okularnik jednak dołączył już do Sary i goniącego ją po jezdni Odda, biegnącego na czterech łapach.
- Oberwiesz za słodkiego kiciusia! - krzyczał Della Robbia.
Abigel uśmiechnęła się pod nosem.


~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Heloł :)

Z racji, że Nowy Rok zbliża się naprawdę Wielkimi krokami,Na 2015 życzę Wam, Drodzy LyokoFani:samych siódemek w szkołach,łatwego dostępu do opuszczonej fabryki,powodzenia z Superkomputerem ;),dostania się do Kadic (uczcie się francuskiego! XD)spotkania z Aelitą i resztą paczki,spełnienia najskrytszych marzeń.Niech X.A.N.A. ma się na baczności!Do zobaczenia w Lyoko!

White Raven ~ Lavionia

sobota, 27 grudnia 2014

#33 W paszczy lwa

Istnieją rzeczy, które noszą w sobie okruchy Wszechświatów.

Można sobie wmawiać, że istnieje droga do Kraju Oszustów - bo czym innym jest Iluzjon?
Można też zaryzykować i urzeczywistnić to, czego inni się obawiają. Bo rzeczywiście, jedyna prawdziwa droga do Iluzjonu rzeczywiście istnieje - ale nie tutaj.

Młoda Węgierka, znajdująca się właśnie w wewnętrznym Wszechświecie, gdzieś we wnętrzu wielkiego wirtualnego potwora, zdawała się dobrze o tym wiedzieć, umykając przed przyjaciółmi. W rzeczywistości nawet o tym nie pomyślała.
"To się wkopałam" - przemknęło jej przez myśl, gdy przemierzała wody bliźniaczego Cyfrowego Morza. "Szkoda, że nie mam dodatkowego kanistra z wirtualnym paliwem" - dodała, patrząc na wskaźnik energii. Miała nadzieję, że nie przyjdzie jej zginąć w tym dziwnym świecie, gdzie wszystko było tak nierzeczywiste i zakłamane. "Cholera" - zaklęła nagle w myślach, prawie przyciskając nos do przedniej szyby. "Po trzykroć... cholera...".
Gdzieś na horyzoncie ujrzała małą smugę, która wyraźnie zbliżała się do niej z niesamowitą prędkością. "Nie mówcie, że to William!". Nieznajoma kapsuła różniła się jednak od tych używanych przez X.A.N.Ę - po pierwsze, była niezwykle różowa. Po drugie... Gina zmrużyła oczy z niedowierzaniem.
W pojeździe znajdowała się Strażniczka.

Kobieta zbliżyła swoją machinę do kapsuły Giny, wyciągając ku niej metalowe macki, które owinęły się wokół pojazdu. Dziewczyna uniosła się w fotelu, by ujrzeć cokolwiek zza grubego, stalowego węża zasłaniającego jej przednią szybę. Coś we wnętrzu kabiny zatrzeszczało i z głośnika odezwał się radosny głos.
- No, kochaniutka, widzę, że się, delikatnie mówiąc, zagubiłaś? - zaszczebiotała Strażniczka do mikrofonu. - Nie martw się, złotko, już cię doprowadzam do Zielonej Kuli. Poczekasz sobie na przyjaciół. Tam byłaś przydzielona, prawda?
- No... - Gina zawahała się. - Tak, proszę pani.
- Mów mi Arkadia - kobieta roześmiała się. - Całe szczęście, że byłam w pobliżu. Widzisz? Co za zbieg okoliczności. My, Iluzjoniści, zawsze...
- Przepraszam, może się mylę, ale wydaje mi się, że pani...
- Zmieniamy imiona, droga...
- Jestem Gina.
- Droga Gino. Jak już wspomniałam, my, Iluzjoniści, jesteśmy pod ciągłym ostrzałem...
"Ona chyba nie gadała tak, gdy Yumi u niej była" - pomyślała Gina, wygodniej rozsiadając się w kapsule. Starała się nie zwracać uwagi na szczebiot Arkadii, rozmyślając nad reakcją przyjaciół na jej nieobecność. "Pewnie się zamartwiają". Miała nadzieję, że szybko powróci do swojego oddziału, by powiedzieć im o drugim, wygodniejszym przejściu do Iluzjonu. Ukołysana miarowym dudnieniem silnika Iluzjonistki, zapadła w wirtualny półsen.
- Droga Gino, kochaniutka, zadałam ci pytanie! - głos kobiety wyrwał ją z letargu.
- Przepraszam - dziewczyna potarła powieki. - Nie dosłyszałam.
- Pewnie jesteś zmęczona po podróży... - powiedziała Iluzjonistka ze zrozumieniem. - Już dobrze, zbliżamy się do naszej Kuli. Pytałam cię, czy nie widziałaś czegoś... niezwykłego po drodze. Wiesz, przeciwnicy zapewne zechcą nas zaatakować, gdy będziemy niemal pewne, że nic nam nie grozi.
- Ach... no, w sumie, było coś... dziwnego - przyznała Gina z wahaniem. "Dostałam się tu przez paszczę wielkiego stwora", chciała powiedzieć, jednak coś ją powstrzymało. - Nie mam pojęcia, jak się tu znalazłam. Jeremy mówił nam, że Iluzjon jest pod Cyfrowym Morzem, a przecież jesteśmy już niedaleko Zielonej Kuli. To naprawdę dziwne.
- Nie mam pojęcia, jak tu trafiłaś - wyznała Arkadia pogodnie. - Ale dobrze, że jesteś. Nie wiem, co byśmy zrobili, gdybyś zagubiła się w Internecie.
Gina jednak już jej nie słuchała, wpatrzona w trzy wielkie, metalowe kule, przypominające Lyoko. "Niebieska, Zielona i Srebrna, zgadza się" - przemknęło jej przez myśl. "I pomyśleć, że szukałam ich tyle czasu, a teraz...".
- Hej, gdzie lecimy? - zapytała, gdy kapsuła nagle skręciła i popłynęła w kierunku metalowej budowli. - Zielona Kula jest...
- Ach, muszę coś zobaczyć - mruknęła Strażniczka i dodała: - Zaraz wracamy do Puszczy. Daj mi kilka minutek!
W parę sekund rozwinęła niezłą prędkość, nadal zbliżając się do srebrnego świata.
- Niech pani skręca! - pisnęła Gina, ze strachem wyglądając przez szybę.
Zamiast wyhamować i skręcić przed gładką ścianą kuli, złączone kapsuły niczym dwa pociski poszybowały w jej stronę. Dziewczyna zacisnęła powieki i zakryła dłońmi wirtualną twarz. Błysnęło oślepiające światło, a gdy Gina zdobyła się na otwarcie oczu, ujrzała pod sobą na wpół zawalone, szare budynki, ciągnące się aż po horyzont.
- Metropolia, szczątki dawnej kultury i historii Iluzjonistów - oznajmiła Arkadia pozbawionym emocji głosem. Nastolatka zdziwiła się, widząc, że miasto wygląda, jakby zostało zbudowane na Ziemi, a nie w wirtualnym świecie. Było zaskakująco prawdziwe. - Teraz więzienie dla moich rodaków i siedziba knowań Zarządu. No i nasz ostatni przystanek.
Gina dopiero teraz spostrzegła, że z każdą chwilą tracą wysokość - szybowały teraz tuż nad dachami bloków, zbliżając się do solidnego, ogromnego budynku znajdującego się kilkaset metrów przed nimi.
Więzienie
Litery były wyblakłe, jednak dziewczyna bez trudu odczytała napis koloru zakrzepłej krwi. Dopiero teraz dostrzegła kraty w oknach budynków i zamarła z wrażenia. 
Rzeczywiście, całe to miasto było Więzieniem.
Kobieta wylądowała na dziedzińcu przed ogromnym budynkiem i wysiadła ze swojej kapsuły. Gina nie poruszyła się, sparaliżowana nagłym strachem. Widząc jej wahanie, Strażniczka przymknęła powieki i uniosła ramiona, podrywając oba pojazdy siłą woli i wznosząc je na wysokość szóstego  piętra. Gdy zacisnęła pięści, okna kapsuły Giny pękły, jakby pod naporem ogromnej,  niewidzialnej ręki, ściany pojazdu wygięły się, prawie miażdżąc znajdującą się w środku nastolatkę. Szybkim ruchem ręki kobieta rozerwała kapsułę na dwie połowy. Gina zaczęła spadać, zduszając pisk i nagle poczuła, że zatrzymuje się w powietrzu. Strażniczka wykorzystała telekinezę, by wywabić ją na zewnątrz i zawiesiła ją w pustce na wysokości pięciu metrów.
- Teraz roztrzaskałaś się o ziemię - powiedziała kobieta. - A ja idę zameldować Zarządowi, że tu jesteś.
Zagwizdała cicho, a zza zakrętów wyskoczyło łącznie kilkunastu umundurowanych Iluzjonistów i ustawiło się wokół wiszącej w powietrzu wstrząśniętej dziewczyny. Wtedy Strażniczka wykonała nieznaczny ruch ręką, a Węgierka upadła w ramiona jednego z żołnierzy. Mimochodem spostrzegła, że jego oczy są wielkie i fiołkowe, ale puste, niczym u marionetki. Zadrżała.
- Upadłaś i roztrzaskałaś się o ziemię, pamiętaj - Ginie wydawało się, że Arkadia bredzi od rzeczy.

W trakcie marszu dziewczyna odwróciła się kilka razy, ciągnięta przez Iluzjonistów. Spostrzegła mroczną postać, rozmawiającą ze Strażniczką. "To moja wyobraźnia" - potrząsnęła głową, próbując pozbyć się wizerunku sylwetki Williama, stojącego kilkanaście metrów od niej.

~~~~~
Powrót - niezbyt widowiskowy, ale zawsze powrót. Zmieniłam nazwę użytkownika, ale fabuła pozostanie bez zmian.
No, dobra, inaczej:
Zaktualizuję zakładkę z rozdziałami: ten rozdział rozpoczął nową serię, wydarzenia będą rozgrywały się w trzech kulach, siedzibie Zarządu i w Kadic. Lyoko też pojawi się parę razy, nie martwcie się xD
Do zobaczenia, mam nadzieję, że jeszcze mnie pamiętacie ;)
~~WhiteRaven, czyli Lavionia

sobota, 11 października 2014

#32 Srebrna Kula

Odd, Ulrich, Jeremy, Aelita, Yumi, Sara i Abigel stanęli na metalowej powierzchni. Wokół nich, jak okiem sięgnąć, roztaczało się srebrne, połyskujące morze.
- Jeremy... to chyba nie tutaj - szepnęła Aelita, podchodząc do przyjaciela.  Blondyn pokręcił głową.
- To tutaj. Patrz!
Z oddali zbliżały się do nich dwie skulone sylwetki. Aelita dostrzegła ich piękne suknie, teraz pokryte czymś w rodzaju błyszczącego kurzu. Jedna z postaci była ubrana na różowo, druga na niebiesko.  W prawych rękach dzierżyły małe, złote berła.
- To Strażniczki - poinformowała ich Yumi, wysuwając się do przodu. Iluzjonistki biegły niewyobrażalnie szybko. Już po chwili przed wojownikami stały dwie połyskujące postacie.  Zielonookiej wydawały się niezbyt realne. Japonka zmarszczyła brwi.
- Dzień... dobry! - zawahała się.  - To moi przyjaciele. Przybyliśmy, by wam pomóc, tak jak obiecaliśmy.
Niebieska zlustrowała ich spojrzeniem.
- Brakuje jednej - stwierdziła.
Abigel niespokojnie rozejrzała się i wbiła wzrok w towarzyszy.
- Gina... nie przedostała się!
Odd pokręcił głową.
- Pewnie zajął się nią ten potwór - mruknął ponuro. Abigel pisnęła i usiadła na ziemi. Sara pokręciła głową i karcąco spojrzała na blondyna, który tylko wzruszył ramionami. Usiadła obok przyjaciółki i objęła ją.
- Spokojnie, nic jej nie będzie. Po powrocie wymyślimy, jak ją przywrócić.  Teraz  mamy zadanie do wykonania.
Dziewczyna skinęła głową, ale nie wstała. Strażniczka kontynuowała:
- Waszym zadaniem będzie znalezienie kluczy w obydwu Kulach. Mają kształt oka XANY i znajdują się w najmniej dostępnych miejscach na mapie. Prowadzi do nich najeżona pułapkami droga, ale ufam, że sobie poradzicie. Otrzymacie od nas komunikatory oraz mapy,  po jednej na grupę.
- Mam pytanie! - przerwał jej Odd. - Po co to robimy? Nie fajniej byłoby rozwalić superkompa, jak za dawnych czasów?
- Nie! - wykrzyknęła Różowa. - Żartujesz sobie....?! Zniszczysz i nas, i Metropolię, i... - ugryzła się w język. - Nie, musicie znaleźć klucz. Dzięki niemu zerwiecie połączenie między Iluzjonem, a superkomputerami.
- Iluzjon nie zniknie? - zdziwiła się Aelita.
- Nie - wyjaśniła kobieta. - Iluzjoniści podtrzymają trzy Kule w Cyfrowym Morzu. Tutaj wybudują nowy komputer kwantowy.
Jeremy pokiwał głową w zamyśleniu. Trochę go to przerażało. Zwrócił się do Iluzjonistek.
- Gdzie właściwie jesteśmy?
Niebieska Strażniczka pospieszyła z wyjaśnieniem:
- Na peryferiach Srebrnej Kuli. Musiałyśmy was sprowadzić tutaj, bo w Metropolii szybko by nas złapano. Reszta załogi czeka pod najwyższym budynkiem w mieście. Traficie sami, my nie możemy  wchodzić na teren więzienia Iluzjonistów - posmutniała. - Tam też podzielicie się według wcześniejszych ustaleń. No, to do roboty. Yumi? - znacząco spojrzała na Japonkę, która do tej pory stała ze skrzyżowanymi ramionami. - Coś się stało? Mamy wieści od twojej mamy... państwo Ishiyama są w dobrej komitywie z szefem Zarządu. Mają okrutne plany co do Iluzjonu. Musimy działać szybko.
Czarnowłosa przygryzła wargę i obróciła się tyłem do Iluzjonistek. Moja mama? Niemożliwe, przecież jestem jej córką... Chyba nie chce mnie zabić?
Ulrich objął ją ramieniem.
- Będzie dobrze, Strażniczki dobrze to zorganizowały, zobaczysz, niedługo się spotkamy... - szepnął, uważając na czujne uszy Iluzjonistek.
Nie wierzę Iluzjonistkom - pomyślała Yumi, dziwiąc się swoim nowym uczuciom. Skoro nie ufała swoim przewodniczkom, jak poradzi sobie w tej pokręconej przygodzie? Dziewczyna przytuliła się do przyjaciela.
- Wiesz, niezbyt wierzę w powodzenie tej misji - wyznała.
Szatyn pokręcił głową w zamyśleniu.
- Będzie dobrze - powiedział, ale jego głos nie brzmiał zbyt wiarygodnie. Yumi odsunęła się od niego i spojrzała na przyjaciół. Wszyscy, co do jednego, patrzyli w ich stronę. 
Kurczę, zapomniałam im powiedzieć.
Odd uśmiechnął się łobuzersko i wybuchnął śmiechem.
- Ulumi! - wykrztusił. Spojrzeliśmy na niego zaniepokojeni.  - Nie kapujecie? Ulrich - Yumi. Ulumi!
Ulrich uśmiechnął się z zażenowaniem.
- Idiota - mruknęła Japonka i zmarszczyła brwi. Poczuła, jak oblewa się rumieńcem i wbiła wzrok w szarą ziemię, pozwalając krótkim włosom opaść na twarz.
Wyraźnie znudzone Strażniczki niecierpliwie przywołały ich machnięciem ręki.
- Więc jak, decydujecie się? Równie dobrze możecie tu zostać i poczekać na Zarząd...
Aelita jako pierwsza wyciągnęła dłoń przed siebie i znacząco spojrzała na przyjaciół.
- Wchodzę w to - powiedziała cicho. Odd położył wielką łapę na jej palcach.
- Miau! - roześmiał się.
Jeremy przyłączył się, używając suszarko-podobnej dłoni. Abigel bez wahania przyłączyła się do trojga Wojowników, a Sara ochoczo poszła w jej ślady. Po raz kolejny wzrok gimnazjalistów spoczął da Ulrichu i Yumi. Przyjaciele spojrzeli sobie w oczy. Niemiec wziął młodą Ishiyamę za rękę i położył ich dłonie na czubku piramidy.
- Idziemy - mruknęła Japonka ponuro. Strażniczka uśmiechnęła się.
- A zatem w drogę, młodzieży. Czeka was długi marsz do Metropolii. Idźcie przed siebie i nie zmieniajcie kierunku. Do zobaczenia w Kulach!
Po czym obie postaci rozsypały się  w drobny mak.
- Wiedziałam, że to hologramy - oznajmiła przyjaciołom różowo-włosa. 
Wojownicy Lyoko zgodnie wyruszyli przed siebie, zostawiając za sobą niknący w oddali kształt statku. 

~~~~~~~~~
Ta daam ;)
Przedstawiam Wam 32 rozdział i po raz kolejny przepraszam Was za jego jakość :( Muszę ćwiczyć pisanie, a ten blog to chyba najbardziej odpowiedni sposób xD
Mam wątpliwości co do fabuły - owszem, mam już pomysł na zakończenie, ale... dotychczas notki pisałam spontanicznie, bez planu. Może gdy zaplanuję "co będzie dalej", łatwiej będzie mi podejść do kolejnego rozdziału.
Do zobaczeenia ;)

PS Dziękuję Wam za odnalezienie błędu ;)

sobota, 27 września 2014

#31 W porcie Iluzjonu

- Czy wśród nas jest JEDNAK ktoś, kto nie chce płynąć?
- Aelita, naprawdę, nie ma się czym martwić.
- Ja się martwię? Pytam się tylko...
- Tak, słyszeliśmy. I chcemy płynąć.
- A jeśli...
- AELITA, ODPALAJ!
Różowo-włosą targały mieszane uczucia. Z jednej strony - dobrze, kolejna szansa spotkania z ojcem, ale z drugiej... ciążyło na nich ogromne ryzyko. Być może nigdy z tej wyprawy nie wrócą. Aelicie wydawało się, że żyje już setki, jak nie tysiące lat, a jednak nie chciała rozstawać się z Ziemią. Wirtualny świat przez jedenaście lat był jej więzieniem, wystarczy.

Perspektywa Giny:

Coś tu śmierdzi. Właśnie płyniemy ogromnym statkiem po Cyfrowym Morzu, a cel naszej podróży jest jednocześnie blisko, jak i daleko, w dodatku nigdy nikt się tam nie zapuszczał. Być może Skid nie zniesie przeprawy przez świecące dno Morza? Nawet, jeśli uda nam się dotrzeć do Iluzjonu, czeka tam na nas banda psycholi, stwórców Sztucznej Inteligencji, która chce przejąc władzę nad światem, oraz Iluzjoniści, których bądź co bądź nie znamy. Jeśli dodam, że wszystko wiemy od zadziwiająco wysokiej Azjatki, ubierającej się na czarno, zakochanej na zabój w młodszym o rok chłopaku... Dobra, to ostatnie nie jest jakoś niezwykłe, ale matka Yumi jest częścią Zarządu, który chce nas wybić jak jakieś muchy. Kto wie, czy jej córka nie stoi po stronie Zarządu? A Sara? Iluzjonistka bez specjalnych zdolności, żyjąca - ho, ho, i jeszcze trochę, tylko tego nie pamięta, w końcu podmieniono jej wspomnienia i zmieniono wygląd...
Ej, czy tylko ja się tym przejmuję?! Dobra, ten różowawy cukiereczek też jest spięty, w końcu musi poprowadzić naszą załogę. Jeremy też obgryzałby paznokcie, gdyby tylko mógł, Odd już w Kartaginie wyglądał nowych przygód, Ulrich i Yumi wcale się tym nie przejmują, a moja siostra... cóż, po niej nie można spodziewać się niczego, co wykracza poza normę, ale, jak na nią, jest nieźle podekscytowana. I trochę się boi. O siebie, czy o Williama? Pytanie!
A ja? Dlaczego się martwię, czego się obawiam? Już wiele, wiele lat dążę do poznania prawdy. Przyszła pora, by to zakończyć, moja misja dobiega końca, już niedługo wreszcie będę mogła wypocząć...

Perspektywa Aelity:

Coraz mniej mi się to podoba...

Narracja trzecioosobowa:

Sara od jakiegoś czasu miała dziwną świadomość, że wszystko, co dzieje się wokół niej, jej samej wcale, a wcale nie dotyczy. Dobrze, popłynie do Iluzjonu, spotka Iluzjonistki, sama przecież jest jedną z nich, tylko straciła pamięć. Nie wierzyła, by cokolwiek mogło się nie udać. Pójdzie im gładko, jak po maśle - kołatało się w jej głowie. Tym razem żaden głos nie przeszkodził jej w optymistycznym rozmyślaniu.

Perspektywa Aelity:

- Dobrze więc - odetchnęłam głęboko. - Załoga, przygotować się do drogi!
Osłony aktywne.
Silnik działa.
Nawigator również.
Komunikatory - w porządku. Łączność z wszystkimi kapsułami działa, jak należy.
Rakiety gotowe do wystrzału. 
"Oby nie było potrzeby ich marnować"- pomyślałam i wpisałam współrzędne Iluzjonu. Wystarczyło jedno pociągnięcie dźwignią, by Skidbladnir 2.0 wydostał się z portu.

Od jakiegoś czasu płynęliśmy otoczeni czerwonym światłem.
- Odd, sprawdzisz, co się dzieje - oznajmiłam chłodnym tonem, ukrywając przerażenie. - Rundka dookoła Skida wystarczy.
- A-ale... - zamilkł.
- Boisz się? - na holograficznej  twarzy Ulricha pojawił się drwiący uśmieszek.
-N-nie! Niby czego?! Wielkiej kupy, która nawet nie istnieje?! Jak ktokolwiek mógłby się...
Uff, więc nie tylko ja obawiam się tej wyprawy. Nowy panel sterowania statkiem umożliwiał mi dostęp do nowych funkcji, takich, jak podglądanie twarzy moich przyjaciół. Wszyscy, co do jednego, byli zestresowani, oczy wyglądały złocistej poświaty, czekali na moment, w którym przedostaną się pod Cyfrowe Morze.
- Odd, odłączam cię.
Uwolniłam kapsułę Odda i pokierowałam podglądem na pulpicie w jego stronę. Po chwili widziałam Cyfrowe Morze z jego perspektywy. Gdzieś w oddali majaczył ciemny kształt, z każdą sekundą zmniejszając odległość dzielącą go od statku.
- Aelita! - krzyknął Włoch.
- Tak, widzę... Odd, wracaj.
Ulrich skrzyżował ramiona na piersi.
- Aelita, ten stwór może położyć całą akcję. Nie lepiej będzie go gonić?
- Ale Ulrich...! - Jeremy aż zaniemówił.
- Nie widzisz, Einsteinie? Lepiej jest mieć szanse na powodzenie, niż dać się zabić, Odd, jak to było? Kupie, która nawet nie istnieje. Pomyśl tylko, nie uciekniemy przed nim. A nawet jeśli, tą drogą już nie wrócimy. MUSIMY go zniszczyć. Inaczej nie dotrzemy do Iluzjonu, Sara nie odnajdzie sióstr, a Aelita i Yumi stracą szanse na "naprawę" swych rodzin. Nie mówiąc już o X.A.N.I.E. i Iluzjonistach uwięzionych w Srebrnej Kuli...
Cały ten monolog wygłosił jednym tchem i na pewno mówiłby jeszcze dłużej, gdyby nie przerwał, aby nabrać oddechu. Bądź co bądź, Jeremy przez dłuższą chwilę się nie odzywał. Znałam to jego milczenie - w ciągu tych kilku lat, kiedy cały wolny czas spędzaliśmy  na walkach bądź przed ekranem monitora w pokoju Einsteina, wiele się o nim dowiedziałam. Znałam go jak nikt inny, nawet rodzice. Był czas, gdy mówił mi o wszystkim...
Jeremy był zakłopotany i jednocześnie zamyślony. Szukał najlepszego rozwiązania, rozważał wszelkie możliwości, a także zastanawiał się nad słowami Ulricha. Podświadomie wybraliśmy Einsteina na przywódcę i teraz on świadomie robił wszystko, by sprostać tej roli.
- To niebezpieczne - mruknął po długiej chwili. Przez szybę widziałam już dokładnie sylwetkę morskiego straszydła. - Niebezpieczne, ale to jedyne dobre wyjście - dodał po chwili. - waszym zdaniem. Aelita?
- Już odłączam - westchnęłam i uwolniłam kapsuły. Zostałam sama.

Narracja trzecioosobowa:

- Teraz się zabawimy - mruknął do siebie Ulrich, wysyłając pierwszy pocisk w kierunku potwora. Rakieta odbiła się od stwora z hukiem, przez krótką chwilę miejsce po uderzeniu falowało, ostatecznie z powrotem stapiając się w twardy pancerz. - Widzieliście?
- Aha! - odparł Jeremy w zamyśleniu. - Ulrich, to nie jest jego słaba strona. Spróbuj gdzie indziej.
- Jasne! - krzyknął i pokierował swoją kapsułą pod potwora, ponownie atakując.
Sara, Abigel i Yumi prowadziły ostrzał wspólnie. Podczas gdy Ulrich i Odd celowali w podbrzusze wieloryba, one skupiły się na przypominających skrzydła płetwach. Gina wystrzeliła rakietę "na ślepo", omal nie trafiając Yumi. Japonka ostro zahamowała, tworząc chmurę wirtualnych bąbelków, i pogroziła koleżance palcem.
- Jak chcesz się bawić, to znajdź sobie plac zabaw. To nie czas, ani miejsce na głupoty! - wykrzyknęła rozeźlona czarnowłosa, starając się wyrównać oddech i uspokoić nerwy.
- Przepraszam! - bąknęła Gina nieszczerze i uśmiechnęła się pod nosem. Niech ta Ishiyama wie, że z nią wcale a wcale nie ma żartów. Gdyby Japonka zechciała ich zdradzić... - Abigel, gdzie lecisz? - zmieniła temat.
Węgierka wyminęła je i popędziła w stronę pyska potwora, obdarzonego rzędem ostrych jak brzytwa zębów. Dziewczyna zatrzymała się tuż przed wielorybem i włączyła wsteczny bieg, by mu się dokładnie przyjrzeć.
Wielka czarna masa tworzyła niemal dokładny walec, zakończony rybim ogonem. Z boków stwora wyrastały matowe, granatowe płetwy przypominające trochę skrzydła nietoperza. Potwór wachlował nimi rytmicznie, utrzymując stałą prędkość i wysokość. Jego pysk przypominał potężny łeb wieloryba, tylko z wystającymi zębami. Nieco wyżej znajdowały się dwie wąskie szparki, częściowo zasłonięte workowatym fragmentem skóry.
- Oczy - rzekła Abigel zmienionym, poważnym głosem. - Stop!!! Przerwijcie ostrzał! Aelita, włącz światła!
- Ale... - różowo-włosa zawahała się.
- Zaufaj mi... - Abigel wyglądała na zdeterminowaną. Aelita pochyliła się nad panelem, na którym wyświetlił się obraz perspektywy starszej Węgierki.
- To może się udać... - szepnęła pani kapitan. Abigel gwałtowanie skręciła, pozostawiając potworowi wolną trasę do statku. Twór Zarządu nie załapał podstępu - nadal zbliżał się do Skida.
Wieloryb rozchylił szczęki, odsłaniając drugi rząd ostrych zębów. Aelita wstrzymała oddech - we wnętrzu potwora pojawiały się... pliki danych. Jakby wirtualny świat został zamknięty w gardle cyfrowego twora Zarządu X.A.N.Y. Dziewczyna nie miała wątpliwości - cokolwiek to jest, niebawem wciągnie ją i Skida do środka. Bez namysłu włączyła reflektory, które zalały przestrzeń przed statkiem ostrym światłem. Spod przymrużonych powiek kapitan patrzyła, jak potwór zawraca i znika za horyzontem. Gdy jego sylwetka zniknęła za ostatnimi słupami na widnokręgu - różowo-włosa wyłączyła światła i odetchnęła z ulgą.
- No, załoga! - rozkazała, zmuszając się na pogodny ton, nadal wstrząśnięta niecodziennym widokiem paszczy wieloryba. - Wracajcie. Energii musi starczyć, aż dotrzemy do Iluzjonu.

Niebawem otoczyło ich oślepiające, białe światło. Dno Cyfrowego Morza zdawało się nie mieć końca. Zarysy ostatnich brył zostały wysoko nad nimi, ledwo widoczne w tym blasku.
- Gotowi? - Aelita zaczerpnęła tchu.
- Gotowi! - odparli jednym tchem.
Dziewczyna powoli przybliżała statek do dna, aż natrafiła na opór.
- Na trzy! - mruknęła. - Raz, dwa...
- Aelita, stój!
Skidbladir ostro poszybował w górę.
- Tak, Odd?
- Ile będziemy się tam wwiercać?
- Nie wiem... - zawahała się. - Dno nie może być głębokie.
- Aha. Możesz zaczynać.

- Trzy!
Wiertło wysunęło się i rozpoczęło pracę. Kapsuły obracały się prędko, ale Wojownicy nie narzekali. Z całej załogi jedynie Aelita miała otwarte oczy.
Po chwili zostawili za sobą oślepiające światło. Schodzili coraz niżej, otaczała ich ciemność. Wokół panowała zupełna cisza, nie licząc miarowego szumu wiertła. Nagle Aelita poczuła niebywałą senność. Zwinęła się w kłębek na swoim fotelu kapitana, i, choć to nieprawdopodobne, natychmiast zasnęła.

Obudziło ją rytmiczne dudnienie, przypominające puls serca. Szum wzmógł się, wiertło z trudem przebijało się przez twarde podłoże. Różowo-włosa ze strachem spostrzegła sklepienie tuż nad Skidem. Statek miał tylko jedno wiertło - jeśli zawiedzie, zginą, pogrzebani żywcem na dnie Cyfrowego Morza.
Nagle usłyszała głośny trzask, a wiertło przestało się obracać.
- C-co się stało?! - wymamrotał Odd, który nagle wybudził się ze snu.
- My chyba nie... - Yumi zacisnęła pięści.
- Nie, nie! W porządku! - odparła Aelita. - Już jesteśmy.
Pod nimi roztaczały się bezkresne wody Cyfrowego Morza. Gdzieś w dole majaczyły prostopadłościenne, błękitne bryły, gdzieniegdzie na moment pojawiały się szyfry i pliki danych, jakby namalowane białą farbą na niebieskiej kartce.
- Wow... - szepnęła Abigel, nerwowo rozglądając się na boki. Skid wydostał się z wydrążonego otwory, który bezgłośnie zasklepił się za nim. Aelita wyrównała wysokość i z satysfakcją spojrzała na krajobraz, który roztaczał się przed nią.
Niedaleko od nich, jakby w próżni, zawieszone były trzy ogromne, chropowate kule. Skidbladnir skierował się do szarego olbrzyma.

~~~~~~~~~~~~~~~~
Naprawdę przepraszam za brak postów - trzeba się jakos ustatkować w nowym roku, no nie?
Teraz coś związanego z rozdziałem:
Moi drodzy, przepraszam za błędy. Tak, owszem - pisałam, "żeby coś dodać", ale rozdział czeka na "gruntowne przemeblowanie" (poprawkę) jakoś za kilka tygodni.
No i kwestia najważniejsza - kolejny post na tym, i na drugim blogu - za tydzień. Może za dwa (maksymalnie). Więc piątek-sobota-niedziela.
To chyba wszystko.
Pozdrawiam!
Lav ;)

czwartek, 28 sierpnia 2014

#30 Krótkie wtrącenie - Jeszcze Dalej

- Prototyp gotowy - oznajmił mężczyzna, zwracając się do dwóch Japończyków stojących obok niego. Znajdowali się w jednej z setek sal operacyjnych - laboratoriów, złożonych z kilku połączonych ze sobą klitek, dwóch - trzech potężnych komputerów i jednej holomapy.  Z odrapanych, bladych ścian farba złaziła płatami, zalegając na brudnej podłodze. Zewsząd dochodził szum komputerów i huk wentylacji - jedynego źródła świeżego, chodnego powietrza.
Mężczyzna z zawrotną szybkością poruszał palcami po zakurzonej klawiaturze, uporczywie wpatrując się w ekran, na którym migały wyskakujące okienka i zatwierdzone (bądź nie) kody i szyfry. Para w kitlach przyglądała się pracy naukowca. Kobieta opierała się dłonią o oparcie skórzanego fotela, a mdłe światło jarzeniówek nadawało jej twarzy upiorny wygląd. Pani Ishiyama ścięła włosy do ramion - by upodobnić się do córki? Jej oczy emanowały tęsknotą, chociaż kobieta ze wszystkich sił starała się dać kres swoim uczuciom. Obie dokonały wyboru i obie poniosą konsekwencje.
- Norbert, przypomnij mi - podjął ojciec Yumi. - do czego zdolny jest udany prototyp? Przez te kilka miesięcy wypadło mi z pamięci...
- Tak więc Echo 3.0 jest młodsza od swoich poprzedniczek. Ściągnęliśmy ją ze Srebrnej Kuli po wielu analizach i jestem pewny, że to właśnie jej potrzebujemy. Echo 3.0 łączy w sobie zdolności każdego Iluzjonisty, jednak jest posłuszna naszej woli - jej umysł wypłukany jest ze wszystkich ludzkich uczuć. Mamy nad nią całkowitą kontrolę - wyjaśnił mężczyzna ochrypłym tonem. - W dodatku obdarzona jest intuicją, potrafi podejmować trafne decyzje, oczywiście zależne od naszych instrukcji. Jej pierwszym celem - zwrócił się do matki Yumi. - będzie odszukanie pańskiej córki i jej przyjaciół i wyeliminowanie ich.
- Że co, proszę?! - wykrzyknęła Japonka, mocniej zaciskając palce na twardej skórze. - Chcesz powiedzieć, że Zarząd chce ich zabić?
- Tak, właśnie do tego zmierzamy - odparł mężczyzna spokojnie. - Musimy zniszczyć ich, zanim oni zniszczą nas. Proste.
- NIE ZGADZAM SIĘ! - wrzasnęła pani Ishiyama, odpychając naukowca, który nieporadnie wylądował na podłodze. Zdążyła wprowadzić do komputera kilka kodów, gdy poczuła, że czyjaś silna ręka łapie ją za ramię, a druga delikatnie unosi jej dłoń, by nie mogła pisać. Japończyk przyciągnął żonę do siebie i przytulił.
- Nie martw się. Yumi bywała już w gorszych sytuacjach - wymamrotał. - A jeszcze żyje, i popatrz, już niedługo tu będzie. Uspokój się.
Tymczasem naukowiec z powrotem wgramolił się na fotel i spojrzał podejrzliwie na małżeństwo zza grubych okularów.
- Żeby był to pierwszy i ostatni raz! - zagrzmiał, gdy matka Yumi wreszcie odsunęła się od męża i przetarła oczy rękawem kitla. - I nie myśl sobie, Ishiyama, że następnym razem znów ujdzie ci to na sucho. I ty, i ja, musimy wypełniać wolę Zarządu...bo przecież doskonale wiesz, co grozi za załamanie zasad, czyż nie?
- Wyeliminowanie, zniszczenie i upozorowanie zaginięcia. Wiem - wyszeptała.

Tymczasem  jeszcze niżej, w ogromnej sali laboratoryjnej, w pomieszczeniu z czterema kolumnami, kilkanaście osób prowadziło dokładne obliczenia. Dorośli stali w bezpiecznej odległości od Kolumn, pochylali się nad notesami; co chwila kilkanaście zgniecionych kartek lądowało na podłodze, tylko nieliczne strony w zeszytach były pokryte liczbami i symbolami. Z głośników dochodziły kolejne powiadomienia, męski głos spokojnie wydawał rozkazy.
Tuż przed Kolumnami, na chłodnej posadzce siedziała  dziewczynka, skuta łańcuchami. Żelazo boleśnie uciskało jej skórę, nie pozwalało spokojnie oddychać. Dziecko śledziło poczynania naukowców niezwykle błękitnymi oczami. Ich spojrzenie wwiercało się w każdego po kolei, wywołując ich dreszcze.
Gdzie jestem?! - pytała każdego z nich Iluzjonistka - Kim jesteście? Gdzie jest Metropolia? Co ze mną robicie? Mamo!
Ale nikt jej nie odpowiedział.
Czasem tylko rzucali jej ukradkowe spojrzenia i zachwycali się urodą małej. Iluzjoniści byli piękni - ich skóra była doskonale gładka, jeśli tak sobie zażyczyli, każda część ich ciała była idealna. Dziewczynka miała jasnobrązowe, kręcone włosy i jasną cerę. Wyglądała na najwyżej sześć - siedem lat, ale jej w jej oczach kryła się inteligencja, stuletnie doświadczenie.
Naukowcy skrycie żałowali dziecka, które miało stać się wkrótce bezmyślną marionetką. Nikt w Srebrnej Kuli nie zdawał sobie sprawy z ogromnego postępu Zarządu X.A.N.Y., jedynie szpiedzy, wiodący na pozór zwyczajne życie w mieście - więzieniu zwanym Metropolią.

Na salę wkroczyli ostatni świadkowie zdarzenia. Para Japończyków i grubawy, osiwiały mężczyzna otwarcie przyglądali się przestraszonej Iluzjonistce. Tuż za nimi z hukiem zamknęły się wrota - jedyne wejście i jedyna droga ucieczki.
- Echo 2.5 oraz Istota K.I. numer...zgrzyt, podejść do Prototypu.
Matka Yumi z niemal niewidocznymi cieniami pod oczami i sztywna, smukła kobieta ze sztucznym uśmiechem podeszły do dziecka i płynnym ruchem przyłożyły do czoła dziewczynki swoje nadgarstki. Bransoletki - srebrna Echo i fioletowa pani Ishiyama - zalśniły intensywnym blaskiem. Powieki dziewczynki zatrzepotały, a jej piękną twarz wykrzywił grymas bólu. Chwilę potem Iluzjonistka bezwładnie opadła na posadzkę.
Jestem Kim Strof - powtarzała uparcie dziewczynka przed obezwładnieniem. - Jestem Iluzjonistką uwięzioną w Metropolii. Mam 127 lat, 4 miesiące i 8 dni. Moja matka miała na imię Lara. Osiemnaście lat temu zginęła z ręki Zarządu. Żyję w Srebrnej Kuli... Jestem Kim Strof...
Kobiety wróciły na swoje miejsca, zostawiając dziewczynkę na podłodze. Pani Ishiyama wymieniła z mężem zmartwione spojrzenia, Echo uśmiechnęła się z chłodną satysfakcją. Wtem Złota Kolumna otworzyła się z sykiem, dziewczynkę otoczyło delikatne światło. Bezwładne ciało oderwało się od ziemi i poszybowało wprost do wnętrza Kolumny, wypełnionego mgielnymi obłokami. Jakaś niewidzialna siła postawiła dziewczynkę w pionie. Wrota Kolumny zamknęły się z hukiem.

Jeszcze dalej, setki komputerów wznowiło pracę, wypełniając wnętrze sali głośnym, zgodnym szumem. Setki ekranów ukazały to samo okno, z tą samą postacią. Po kilku minutach mozolne obliczenia dobiegły końca. Na monitorach ukazało się zielone kółeczko.
Setki zwykłych  maszyn wypłukały Kim Strof ze wszelkich uczuć.

Złota Kolumna otworzyła się, biała jak mleko mgła wypełniła całe pomieszczenie. Naukowcy odkaszlnęli i stanęli w bezruchu. Wszystkie kolumny zalśniły blaskiem; tak więc wszystkich zgromadzonych otoczyło srebrne, czerwone, złote i lapisowe światło, rozproszone przez mgłę.
Gdy wszystko wokół znów stało się widoczne, dorośli drgnęli z podekscytowania. Tuż przed nimi - poza polem rażenia Kolumn - stała na baczność niebieskooka dziewczynka. Jej spojrzenie już nie emanowało inteligencją - było puste, o jakby zawężonych horyzontach. Iluzjonistka widziała zarówno wszystkich, jak i nikogo. Na jej nadgarstku połyskiwała złota bransoletka.
W umyśle dziewczynki rozpoczęła się powolna destrukcja wszystkich osobistych wspomnień. Obraz jej matki - podobnej do córki jak dwie krople wody - zastąpiła blada plama. Kryzys Metropolii, walące się szare budynki, ukrywane przez lata moce Iluzjonistów - to wszystko zgodnie złączyło się w jeden, tłumaczący zarówno wszystko, jak i nic - symbol. Oko X.A.N.Y. zakodowało się w umyśle dawnej Kim Strof, tak jak nienawiść do własnego narodu.
Echo 3.0 była gotowa na przyjęcie pierwszych rozkazów.

~~~~~~~~~~~~~
SPOJLER - Echo NAPRAWDĘ będzie chciała zabić głównych bohaterów. I nie tylko ona.  A matka Yumi nie będzie miała większego wpływu na akcję, jak na razie! A najmniej udany poprzednik Echo stanie przed trudnym wyborem... koniec spojlerów XD

OFICJALNIE NIE BIORĘ UDZIAŁU W LIEBSTER AWARD (A PRZYNAJMNIEJ NIE TERAZ).

Pozdrawiam!
Lavioniaa ;P